czwartek, 31 grudnia 2015

Na koniec starego roku

Siedząc z kieliszkiem rozmyślasz, podsumowujesz
i nucisz refren zapomnianej piosenki:

Jaki był ten dzień? Co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo?
Czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień? Czy coś zmienił czy nie?
Czy był tylko nadzieją na dobre i złe?

Jeśli stary rok był pustynią, niech nowy będzie oazą.
Jeśli był oazą, niech nowy będzie lasem deszczowym.

----

Fajerwerki to badziewie.

wtorek, 22 grudnia 2015

Polacy zostaną zbawieni

Tytuł dzisiejszego wpisu może wydawać się nieco... nacjonalistyczny. Jednak moja najnowsza refleksja dotycząca szczególnej predyspozycji znacznej części naszego społeczeństwa do bycia zbawionymi zaraz zostanie poparta rozumowaniem opartym na prawdach teologiczno-życiowych ;P

Czytelniku, zasiądź wygodnie i przygotuj się na przygodę intelektualną.

Adwent dobiega końca. Jeszcze zostało dwoje rorat* i potem świętujemy. Nie powiem, że wstawanie przed świtem to moje hobby, ale trzeba przyznać - było całkiem sympatycznie. Każdego dnia przy wyjściu z kościoła przedstawiciele DA dawali fragment obrazka w kształcie puzzle'a.
W ostatni piątek zapowiedziano, że już koniec puzzli i kto je zebrał, może skleić cały obrazek, przynieść we wtorek i będzie losowanie nagród.

Konkurs? Klawo! :) Jednak szybko mina mi zrzędła, ponieważ w domu okazało się, że na jednych roratach mnie nie było i nie mogę brać udziału w konkursie, bo przecież nie mam całego obrazka!

Otóż dzisiaj losowanie obrazków odbyło się pod koniec mszy. Ministrant zebrał je, a o. Mar zaczął przeglądać.

- Ooo, a tu ktoś dał niepełny obrazek. Oj, chyba się nie zakwalifikuje, hehe.

Oczywiście i ten obrazek wziął udział w losowaniu.

Taka byłaby moja naturalna reakcja:
Coooo?! To ja nie przyniosłam, bo chciałam, żeby było sprawiedliwie, a tu ktoś se [jak gniew, to musi być "se"], wrzucił do koszyka obrazek wy-bra-ko-wa-ny i weźmie udział w konkursie?! Co to to nie. No co za typowo polska bezczelność!
Tu parę słów wyjaśnienia. To nie jest krytyczny tekst o Polakach, ale o pewnej cesze. Użyłam określenia "typowo polska", bo ostatnimi czasy mam dużo przemyśleń na temat naszych wad narodowych, do których zaliczam tzw. bezczelne kombinowanie. Obserwuję ją u większości społeczeństwa.

Taka zaś była moja faktyczna reakcja:
Wow! No nieźle..
Osoba od wybrakowanego obrazka urzekła mnie do tego stopnia, że cały dzień myślę o tym losowaniu. O. Mariusz nieświadomie zrobił performance, który można by zatytułować: "Metafora Bożego Miłosierdzia" . I to wywołało moje "Wow".

Nigdy nie przyniosę Bogu pełnego puzzle'a. Zawsze będzie brakowało jakichś części, będą plamy po kawie, którą przypadkiem wylałam na obrazek, będą jakieś części wsadzone na tak zwanego chama, żeby były, choć w ogóle nie będą pasowały w danym miejscu układanki... Nasze życie to bardzo nieudane puzzle. 

Bóg mówi: Jak zebrałaś części, przynieś sklejony obrazek.
Ja bezczelnie przynoszę ten, pożal-się-Boże, obrazek i mówię: Proszę! Ja też chce wziąć udział w losowaniu nagród. Przyniosłam obrazek.
A Bóg nie dość, że "nie żali się", to jeszcze z radością bierze wybrakowany obrazek i daje nagrodę bez losowania :)

(O. Mar pewnie zrobiłby też by nie losował, ale miał za mało książek :) )

Boże Miłosierdzie jest o niebo większe niż nasza ludzka sprawiedliwość.

Życzę nam wszystkim, byśmy stali się bezczelnymi żebrakami Bożego Miłosierdzia przynoszącymi Bogu wybrakowane obrazki i oczekującymi nagrody nie ze względu na obrazek, ale na Jego Miłość.





*dwoje rorat? Moi studenci powiedzieliby: "jakoś to tak dziwnie brzmi".

czwartek, 17 grudnia 2015

Coś dla panów

I może trochę dla pań...? :)




- Bo nie wiem, czy się spełnię w kapłaństwie
- Dziecko, kogo to obchodzi?
- ?!
- Kogo to obchodzi, czy ty się spełnisz w kapłaństwie? Ty uczestniczysz w czymś o wiele większym.
(od minuty 24:20, ale warto zacząć słuchać wcześniej ;P)


niedziela, 13 grudnia 2015

Roraty

Byłam na roratach w katedrze przed świtem. Zasadniczo istnieją tylko dwa sposoby, żeby zdążać na czas: można wyjść wcześniej lub biec z wywalonym językiem. Ja raczej wybieram drugą opcję. Wpadłam na pierwsze "Pan z Wami" i zajęłam miejsce z tyłu, wysapując "I z d'chem Tw'im". W ławce była tylko jeszcze jedna osoba: bezdomna, która spokojnie przespała całą mszę. Ja zaś zgrzana stopniowo zaczęłam odczuwać chłód, który jest stałym lokatorem naszej gotyckiej świątyni. Skończyła się msza. Popatrzyłam na zegarek: jeszcze pół godziny do zajęć... "Tu wprawdzie zimno, ale na dworze tropików nie ma. Będzie gorzej. Brrr. Zostanę więc jeszcze chwilę".

Wszyscy wyszli, a my siedzimy: ja i bezdomna kobieta. Ja w moim czerwonym, wełnianym płaszczyku. Ona w kurtce z kontenera. Ja z plecakiem zawalonym książkami i laptopem. Ona z dziurawą torbą pełną rzeczy potrzebnych do przetrwania. Ja - młoda. Ona - stara. Ja nerwowo patrzę na zegarek, sprawdzając, ile jeszcze mam czasu do zajęć. Ona spokojnie śpi, jakby zadowolona, że znalazła wreszcie ciepłe miejsce.

Żadna z nas się nie modli.

Obie grzejemy się w katedrze.

W gruncie rzeczy niewiele nas różni.

sobota, 5 grudnia 2015

4:30

O 4:30 a.m. w mieście nikogo nie ma.
Polecam wówczas wybrać się na rower i delektować się nieobecnością.
Nieobecność milczy, powietrze stoi w bezruchu.
   Nieobecność cichutko wzdycha
   powietrze nieznacznie się porusza,
       kiedy przemykasz.

Puste ulice są twoje
zniknęły czerwone światła,
w wolności
mkniesz przed siebie
fałszywie nucąc starą melodię
nieco głośniej niż zwykle,
bo w mieście nikogo nie ma.

Ale o 4:30,
kiedy w mieście nikogo nie ma,
gdy już przyzwyczaisz się do nieobecności i bezruchu,
zobaczysz
że w mieście KTOŚ jest.

Na przystanku student z plecakiem.
Ostatni pociąg uciekł,
w domu chorzy rodzice
czekają

Na rogu Dworcowej i Piłsudskiego
dwaj bezdomni
śpią na kawałku
kartonu
z półprzymkniętymi oczyma.
W ten sposób pilnują dobytku:
kartonu,
drobnych na śniadanie,
kilku kropel taniego alkoholu
i różańca od pani Bogusi.

Wybrzeżem idą zakochani
jedna para za drugą
dla nich nocy nie ma
4:30, 16:30...
bez różnicy.

Za parę miesięcy znów pojawi się u zakochanych zegar na ścianie. Wróci dzień, wróci noc. Do drzwi zapukają entuzjastyczni rodzice: proza życia i cyniczna linearność.

O barierę mostu opiera się duch Marysi i melancholijnie patrzy w dal. To już 200 lat mija, od kiedy nie pozwolono jej wyjść za Jasia. Janek nie dotarł na most; w zamian założył rodzinę, z którą wyjechał do Argentyny. Marysia od dwustu lat przychodzi na most i o 4:30 czeka. Po policzku płynie łza, która, zanim trafia do wody, zamienia się w sopel.

Przed kościołem dominikanów św. Michał Archanioł, pogwizdując, zamiata chodnik. Za parę godzin założy zbroję, ściągnie miecz ze ściany, napnie mięśnie i przeczesze zakurzone skrzydła. Będzie gotowy do walki. Teraz jednak trzeba posprzątać chodnik.









wtorek, 1 grudnia 2015

Clap along if you feel like a room without a roof! :)

Bo człowiek bez dystansu, to jak żołnierz bez karabina :)







Radujcie się zawsze w Panu; jeszcze raz powtarzam: radujcie się! Niech będzie znana wszystkim ludziom wasza wyrozumiała łagodność: Pan jest blisko! O nic się już zbytnio nie troskajcie, ale w każdej sprawie wasze prośby przedstawiajcie Bogu w modlitwie i błaganiu z dziękczynieniem! A pokój Boży, który przewyższa wszelki umysł, będzie strzegł waszych serc i myśli w Chrystusie Jezusie. 

W końcu, bracia, wszystko, co jest prawdziwe, co godne, co sprawiedliwe, co czyste, co miłe, co zasługuje na uznanie: jeśli jest jakąś cnotą i czynem chwalebnym - to miejcie na myśli! 
Czyńcie to, czego się nauczyliście, co przejęliście, co usłyszeliście i co zobaczyliście u mnie, a Bóg pokoju będzie z wami. (Flp 4, 4-9)

niedziela, 29 listopada 2015

Nabierzcie Ducha

A gdy się to dziać zacznie, nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie. Uważajcie na siebie, aby wasze serca nie były ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych, żeby ten dzień nie przypadł na was znienacka, jak potrzask. 
Adwent

Patrzy na Niego i pod maską spokoju stara się ukryć te wszystkie kotłujące się w niej od kilku dni uczucia: żal, złość, zmieszanie, rozczarowanie... Ale też ulgę, że w końcu przyszedł. Lekko marszczy brwi w poczuciu niezadowolenia.
- Tak bardzo się cieszę z tego spotkania! - Zakochany mówi do niej łagodnie i ze szczerą miłością.
- Tak?! A gdzie byłeś wcześniej? Hm? Przecież pisałam, dzwoniłam. Miałam na dachu stanąć i puszczać znaki dymne?
On uśmiecha się delikatnie.
- Nie gniewaj się. Przecież cały czas tu byłem.
- Nie, nie było cię. Nigdzie cię nie widziałam.
- Czekałem przed drzwiami.
- Czemu nie wszedłeś? Mogło mi się coś stać! Złodziej mógł przyjść!
Delikatnie bierze ją za rękę i patrzy prosto w oczy.
- Nigdy bym na to nie pozwolił. Wziąłbym na siebie wszystkie krzywdy, które ci zagrażają. Czuwałem. Nie wchodziłem, bo nie otworzyłaś mi drzwi. A przecież widziałaś mnie przez okno, gdy podlewałaś kwiaty każdego ranka. Codziennie o świcie wyczekiwałaś mnie, patrząc intensywnie przez okno, wyglądając na drogę, pisząc listy... ale nie otworzyłaś mi drzwi.
- Zamek się zaciął - odparła cicho.
- Rozumiem. Chciałem przyjść wcześniej, ale było coś pięknego w Twoim czekaniu. Każdego kochałaś mnie coraz bardziej, coraz mocniej pragnęłaś tego spotkania. Dlatego postanowiłem dłużej poczekać..

Kochana uśmiecha się, ale zaraz rozgląda się po pomieszczeniu. Dom jest doszczętnie zrujnowany: okna nieszczelne, drzwi od szafek wiszą na  zawiasach, parkiet porysowany, w kuchni ślady spalonego tłuszczu, brak drewna do rozpalenia w kominku...
- I co ja teraz zrobię?
Zakochany ze spokojem wyciąga skrzynkę z narzędziami i podaje jej kawałek białego chleba.
- Przyniosłem ci coś do zjedzenia. Posil się, odpocznij, a ja zajmę się domem. Tak bardzo się cieszę z tego spotkania!

poniedziałek, 23 listopada 2015

Klucz

Gęsi lecą w kluczu. Ibisy zresztą też.
Ptaki w kluczu są energooszczędne.
Pierwsza gęś rozcina powietrze tak, że kolejne mają mniejszy opór. a przez to nie spalają tyle "paliwa".
Nie ma tu mowy o ambicji: lider zostaje wybrany tylko na jakiś czas. W pewnym momencie wymienia go inny członek stada, żeby mógł nabrać sił. Zmiana wynika z pewnej wrodzonej wiedzy o najbardziej odpowiednim momencie (coś, czego nam tak często brakuje).
Bycie przywódcą w kluczu to nie fucha, przywilej, marzenie młodego gąsiora...
Nie, to robienie tego, co należy w danym czasie. To umiejętność ustąpienia funkcji i wejście z powrotem do środka stada, tam, gdzie jednostka staje się znów jedną z wielu. To sztuka opanowania swojej ambicji po to, żeby dotrzeć do celu.
A droga jest długa.
Tylko w kluczu można ją przebyć.

Pięknie jest żyć jak gęś: być ciągle skupionym, w drodze, z silnym kręgosłupem oraz instynktownym wyczuciem momentu dziejów






***



Gęś egipska (fot. DaNiel)

niedziela, 22 listopada 2015

Czy Bóg jest liberalny?

Piłat powiedział do Jezusa: Czy Ty jesteś Królem żydowskim? Jezus odpowiedział: Czy to mówisz od siebie, czy też inni powiedzieli ci o Mnie? Piłat odparł: Czy ja jestem Żydem? Naród Twój i arcykapłani wydali mi Ciebie. Coś uczynił? Odpowiedział Jezus: Królestwo moje nie jest z tego świata. Gdyby królestwo moje było z tego świata, słudzy moi biliby się, abym nie został wydany Żydom. Teraz zaś królestwo moje nie jest stąd. Piłat zatem powiedział do Niego: A więc jesteś królem? / Odpowiedział Jezus: / Tak, jestem królem. Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu.J 18,33b-37
Nie podważając autorytetu Kościoła w wyborze dzisiejszych czytań, nie mogę nie przyznać, że brakuje mi odpowiedzi Piłata: "Cóż to jest prawda?". Pamiętam moje rozczarowanie na wykładzie z literaturoznawstwa, kiedy wykładowca stwierdził, że z historycznego punktu widzenia rozmowa Jezusa z Piłatem jest mało prawdopodobna, ponieważ namiestnik nie był typem filozofa. Dla mnie to była przykra wiadomość, dlatego że postawa Piłata zawsze wydawała mi się niezwykle uniwersalna i korespondująca z refleksją współczesnego człowieka. 

Nie zgłębiałam kwestii autentyczności rozmowy. Gdy weźmiemy pod uwagę ogólny charakter czwartej Ewangelii i nagromadzenie symboli i aluzji, historyczność wydarzenia staje się mniej istotna. Dlatego pominę tę kwestię i zatrzymam się przy niedopowiedzianych w dzisiejszej liturgii słowach Poncjusza Piłata.

Współczesne nastawienie człowieka Zachodu jest jakby echem tego cynicznego (może nieco zgorzkniałego) stwierdzenia. Oświecenie przygotowało grunt pod dzisiejszą dewaluację prawdy. A wręcz jej zanegowanie. Po co mówić o prawdzie, skoro nasz dyskurs (trudne słowo) nie mówi prawdy o stanie rzeczywistości. Stąd możemy mówić, co nam się podoba, bo i tak nie jesteśmy w stanie poznać prawdziwego stanu rzeczy. Dalej: możemy też robić, co nam się podoba, ponieważ  nie możemy posiadamy żadnego uniwersalnego odniesienia.

Prawda w ujęciu chrześcijańskim oznacza, że Bóg jest moim punktem odniesienia. Dzięki Niemu wiem, co jest dobre, a co złe, to z kolei prowadzi do wolności w podejmowaniu decyzji.

W myśli liberalnej:
- można dokonać aborcji i eutanazji, bo wolnością nie jest możliwość wyboru między dobrem a złem, a możliwość decydowania o "swoim" ciele,
- można wszystko pokazywać w telewizji i teatrze, bo wolnością nie jest możliwość wyboru między dobrem a złem, a możliwość artystycznego (yyy?) wyrażenia,
- można zmienić swojemu dziecku płeć, bo wolnością nie jest możliwość wyboru między dobrem a złem, a możliwość konstruowania swojej płci,
- można pójść po trupach do celu, bo wolnością nie jest możliwość wyboru między dobrem a złem, a możliwość radzenia sobie w życiu,
- można zignorować potrzebujących, bo wolnością nie jest możliwość wyboru między dobrem a złem, a możliwość decydowania, komu pomagam, a komu nie.

Wolność chrześcijańska wychodzi z założenia, że ciągle stajemy przed wyborami, których możemy dokonać, ponieważ otrzymaliśmy pewne normy do, których możemy się odwołać. Wolność liberalna oznacza brak granic w robieniu, co nam się podoba (oczywiście, jeżeli nie ogranicza to wolności drugiego człowieka...). Co ciekawe, z lekcji WOSu pamiętam tylko drugą definicję. O pierwszej nie rozmawialiśmy. To dziwne, bo moja szkoła szczyciła się tym, że uczy młodego człowieka myślenia.

Bóg, stwarzając człowieka, chciał mu okazać Swoją nieskończoną Miłość i dał mu w prezencie wolną wolę. Jednocześnie wiedział, że człowiek może wybrać zło lub brak dobra. Nawet wtedy jednak Bóg postanawia kochać człowieka i umiera za niego, żeby go usprawiedliwić.

Ale to chyba nie oznacza, że Bóg jest liberalny ;)









czwartek, 19 listopada 2015

Kto jest bogaczem?

Ten, kto zna wartość tego, co posiada.
Ten, kto potrafi odróżnić świecidełko od złota, prawdziwe piękno od urojonego.
Ten, dla którego "być" znaczy o wiele więcej niż "mieć".
Ten, kto zrezygnuje z krótkiej przyjemności dla odległego, ale prawdziwego szczęścia.
Ten, kto nie pragnie; otrzyma nieoczekiwane dary.
Ten, kto nie posiada; zna bezgraniczną wartość nieposiadania.
Ten, kto czeka i szuka.
Ten, kto sam wie, czego potrzebuje.
Ten, kto wejdzie na szczyt góry, by z przyjacielem zjeść tabliczkę czekolady, uderzyć w struny gitary i zaśpiewać parę zapomnianych melodii.

Wreszcie bogaczem jest ten, kto, uciekając z płonącego domu, potrafi w trzy sekundy zdecydować, kogo lub co musi ocalić. Z wszystkich skarbów może wziąć tylko jeden.





wtorek, 17 listopada 2015

Mosty


Wziąć plecak,
i wyruszyć skoro świt.

Pozdrowić przechodnia,
zapytać o nastrój
ale nie zatrzymywać się dłużej

minąć regał z kronikami

przy rzece stoi tłum,
który wrzuca trofea do wody

w powietrzu unosi się
zapach palonych mostów

ledwo podeszwa dotyka ziemi,
krok przeszedł do historii.

*

W drodze spotykasz innych
przeżywasz przygodę
kochasz, śmiejesz się
nienawidzisz i płaczesz

wspinasz się na najwyższą górę
by potem bez patosu zejść

odkrywasz nowe światy
w bibliotece w Aleksandrii

walczysz z barbarzyńcami,
obcymi flotami
nazistami
i szpiegami

*

I wracasz wieczorem do domu. Parząc herbatę, myślisz o swojej podróży. Z uśmiechem bierzesz ją do ręki i odkładasz na półkę. Niech świeci dumnie, a jutro znów staniesz nad rzeką, wrzucisz świecidełko do wody i podpalisz most.














niedziela, 15 listopada 2015

Potrzebne rzeczy



Nie można wejść do czytelni tak o z plecakiem i w kurtce. Nie, nie, nie. Trzeba zostawić dobytek u sympatycznej pani w szatni i wziąć tylko potrzebne rzeczy. Hm. Potrzebne rzeczy? Bułka z masłem!



Przede wszystkim nauczyłam się już, że do plecaka należy wziąć szmacianą torbę, do której wkładam "potrzebne rzeczy", gdyż w samych rękach się one nie mieszczą (i nie wynika to z rozmiaru rąk). W szatni oddaję kurtkę, a z plecaka do torby przekładam: zeszyt, książkę, komórkę, dwa długopisy, komputer, kabel do komputera, słuchawki (koniecznie słuchawki!), klucze, tabliczkę czekolady, wodę i szal na wypadek, gdyby było zimno. Waham się. Wyciągam jeszcze jeden długopis - może się przydać.

Zadowolona oddaję szatniarce kurtkę i prawie pusty plecak. Ale czegoś chyba jeszcze brakuje... Sprawdzam nerwowo zawartość torby i wołam do pani, która wraca już  z numerkiem.

- Przepraszam, czy mogłaby pani jeszcze podać mi na chwilę plecak? Zapomniałam o karcie bibliotecznej.

Taki drobiazg.

piątek, 13 listopada 2015

Kamienie

Zbliżając się do Tego, który jest żywym kamieniem, odrzuconym wprawdzie przez ludzi, ale u Boga wybranym i drogocennym, wy również, niby żywe kamienie, jesteście budowani jako duchowa świątynia, by stanowić święte kapłaństwo, dla składania duchowych ofiar, przyjemnych Bogu przez Jezusa Chrystusa. To bowiem zawiera się w Piśmie: Oto kładę na Syjonie kamień węgielny, wybrany, drogocenny, a kto wierzy w niego, na pewno nie zostanie zawiedziony. Wam zatem, którzy wierzycie, cześć!
1 P 2, 4-7
Polecam artykuł o Wspólnocie Żywych Kamieni.








niedziela, 8 listopada 2015

ale nas zbaw ode złego.

ja wiem:
istnieje ktoś zły
ten ktoś zły chce mi zrobić coś złego
ten ktoś zły chce, żebym ja chciał robić złe rzeczy
tak jak on chce robić złe rzeczy
ten ktoś chce, żeby wszyscy ludzie chcieli robić złe rzeczy

jednocześnie wiem:
ten ktoś zły nie będzie mógł nikomu zrobić nic złego
kiedy Ty powiesz, że nie chcesz, żeby to się stało

chcę, żebyś to powiedział
ja nie chcę robić złych rzeczy
ja nie chcę, żeby inni ludzie chcieli robić złe rzeczy
ja chcę, żeby wszyscy ludzie mogli żyć z Tobą zawsze
tak jak ja chcę móc żyć z Tobą zawsze


[źródło: http://www.depotuw.ceon.pl/bitstream/handle/item/248/pawlas-drat.pdf?sequence=1]

sobota, 7 listopada 2015

I nie wódź nas na pokuszenie



Zdarzyło się pewnego dnia, gdy synowie Boży udawali się, by stanąć przed Panem, że i szatan też poszedł z nimi. I rzekł Bóg do szatana: «Skąd przychodzisz?» Szatan odrzekł Panu: «Przemierzałem ziemię i wędrowałem po niej». Mówi Pan do szatana: «A zwróciłeś uwagę na sługę mego, Hioba? Bo nie ma na całej ziemi drugiego, kto by tak był prawy, sprawiedliwy, bogobojny i unikający grzechu jak on». Szatan na to do Pana: «Czyż za darmo Hiob czci Boga? Czyż Ty nie ogrodziłeś zewsząd jego samego, jego domu i całej majętności? Pracy jego rąk pobłogosławiłeś, jego dobytek na ziemi się mnoży.
Wyciągnij, proszę, rękę i dotknij jego majątku! Na pewno Ci w twarz będzie złorzeczył». Rzekł Pan do szatana: «Oto cały majątek jego w twej mocy. Tylko na niego samego nie wyciągaj ręki». I odszedł szatan sprzed oblicza Pańskiego.  
Hi 1, 6-12


Komentarz Benedykta XVI:

Teraz możemy już tę szóstą prośbę Ojcze nasz wyjaśnić w sposób nieco bardziej konkretny. Gdy ją odmawiamy, mówimy Bogu: „Wiem, że potrzebne mi są doświadczenia, ażeby czysta się stała moja najgłębsza istota. Jeśli te doświadczenia pozostają w Twoich rękach, jeśli -jak to było w przypadku Hioba - pozostawiasz złu trochę wolnej drogi, to pamiętaj, proszę, o moich ograniczonych możliwościach. Nie licz za bardzo na mnie. Nie przesuwaj zbyt daleko granic, w których mogę doznawać pokus, i bądź w pobliżu z Twoją opiekuńczą ręką, gdy moja miara zaczyna już dobiegać końca. Tak interpretował tę prośbę święty Cyprian. Powiada: Gdy mówimy „nie wódź nas na pokuszenie", wtedy wyrażamy przekonanie, „że żadna z przeciwności nie może nas spotkać, jeśli wcześniej Bóg jej nie dopuści. Nasza bojaźń, pobożność i uwaga powinny się kierować ku Bogu, ponieważ w czasie kuszenia Zły nie ma żadnej władzy, chyba że otrzymał ją skądinąd" (De dom. or, 25, s. 285n).
 (Benedykt XVI, Jezus z Nazaretu. Część I. Od chrztu w Jordanie do Przemienia, przeł. Wiesław Szymona OP, Kraków 2007, s. 142-43) 


Komentarz Wierzbickiej:
ja wiem:
jeżeli pewne rzeczy by mi się stały
mógłbym z tego powodu zrobić coś bardzo złego

ja wiem:
inni ludzie mogą powiedzieć to samo
inni ludzie są jak ja

jednocześnie wiem:
jeżeli Ty powiesz: "nie chcę, żeby te rzeczy się stały"
te rzeczy się nie staną

mówię:
chcę, żebyś to powiedział
ja nie chcę robić bardzo złych rzeczy
ja nie chcę, żeby inni ludzie robili bardzo złe rzeczy 

wtorek, 3 listopada 2015

jako i my odpuszczamy naszym winowajcom

Wtedy Piotr zbliżył się do Niego i zapytał: «Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat wykroczy przeciwko mnie? Czy aż siedem razy?» Jezus mu odrzekł: «Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy. (Mt 18, 21-23)

Przez długi czas widziałam w tym fragmencie tylko jedną prawdę: zawsze muszę przebaczać drugiemu człowiekowi. Jeśli ktoś mnie zrani, ja mam przebaczyć. Jeśli zrani kolejny raz, znowu mam przebaczyć. Ciągła i powtarzalna "Akcja - Reakcja".

Ostatnio jednak Duch Święty pokazał mi drugie dno nakazu Jezusa, a pewnie tych den jest o wiele więcej. W naszym polskim przekładzie Piotr używa aspektu dokonanego. A więc jego brat wykroczył przeciwko niemu (raz), a on przebacza 7 razy. Jezus natomiast idzie jeszcze dalej: przebaczaj mu to przewinienie w nieskończoność.
Mamy tu zatem inną zależność: Akcja - Reakcja, Reakcja, Reakcja, Reakc...  (x 77).

Drugie dno jest znacznie trudniejsze. 

Gdy ktoś przeprasza, pokrzywdzony owszem może przebaczyć (bo na tę chwilę naprawdę tego chce... bo chce też, żeby druga osoba miała spokojne sumienie itd.), ale(!), jeśli to był głęboki cios, nazajutrz obudzi się ze zdartym opatrunkiem i na nowo otwartą raną .
Skrzywi się. Tak naprawdę wcale nie ma ochoty przebaczać. Winowajca odszedł uspokojony, a jego rana wciąż ropieje i boli. To niesprawiedliwe. Więc znowu mówi "Przebaczam". Już z mniejszą energią i chęcią. Rana nadal ropieje. Na drugi dzień budzi się i znów ta sama historia. Codziennie zaczyna powtarzać "Przebaczam".

 Mijają miesiące, lata... "Przebaczam, przebaczam...". Aż w końcu powtarzane na siłę słowo staje się codzienną modlitwą: "Nie chcę, nie umiem, boli... Ale jeśli ja nie potrafię, to Ty Panie we mnie przebacz tej osobie". Któregoś dnia rana staje się jakby mniejsza, nabiera naturalnego koloru. On przegląda się w lustrze i przeczesuje palcami włosy. Podnosi lekko brwi, gdy zauważa, że pojawiło się trochę siwych kosmyków - to w końcu długa rehabilitacja.

Przychodzi wnuczka i tłustym paluszkiem dotyka blizny:
- Co to?
- Moja młodość.
- Boli?
- Pobolewa, zwłaszcza przy zmianach temperatury.
- Bierzesz wtedy lekarstwo?
- Tak.

Ostatnie tchnienie na łożu śmierci brzmi jakby szept "Przebaczam".

To jest 77 razy.


niedziela, 1 listopada 2015

Ks. Twardowski o świętości

Uśmiech nieśmieszny
Bądź świętym co się śmieje nie tylko uśmiecha
bo uśmiech może być
czarusiem
liskiem
kłamstwem od ucha do ucha

ale nie można
śmiać się nie naprawdę
na niby
ledwo ledwo
śmiejemy się aż do łez
nie uśmiechamy się tak daleko


Poznajecie tych świętych  i błogosławionych? :D
















Trochę plotek o świętych
Święci - to także ludzie a nie żadne gąsienice dziwaczki
nie rosną krzywo jako ogórki
nie rodzą się ani za późno ani za wcześnie
święci bo nie udają świętych
na przystankach marznąc przestępują z nogi na nogę
śpią czasem na jedno oko
wierzą w miłość większą od przykazań
w to że są cierpienia ale nie ma nieszczęść
wolą klękać przed Bogiem niż płaszczyć się przed człowiekiem
nie lubią deklamowanej prawdy
ani klimatyzowanego sumienia
nie przypuszczają żeby z jednej strony było wszystko a z drugiej
guzik z pętelką
stale spieszą kochać
znajdują samotność oddalając się od siebie a nie od świata
tę samotność bez której świat dostaje bzika
są tak bardzo obecni że ich nie widać
nie lękają się nowych czasów które przewracają wszystko do góry nogami
nie chcą być również umęczeni w słodki sposób jak na nabożnych
obrazkach
niekiedy nie potrafią się modlić ale modlą się zawsze
chętnie wzięliby na indeks niejedną dobrą książkę
żeby bronić jej przed głupim czytelnikiem
nie noszą zegarków po to żeby wiedzieć ile się spóźnić
mają sympatyczne wady i niesympatyczne zalety
boją się grzechu jak fotela z fałszywą sprężyną
uważają że tylko pies jest dobry kiedy jest zły
nie mają i dlatego rozdają
tak słabi ze przenoszą góry
potrafią być i nie dziwić się odchodzącym
potrafią umierać i nie odchodzić

można o nich o wiele mądrzej pisać ale po co
trzymają się przyjaźni jak gawron gawrona
poznają późne lato po niebieskiej goryczce
słyszą na pamięć wilgi gwiżdżące przed deszczem
bawią ich jeszcze grzyby nieprawdziwe


----

Życzę Ci Świętości, bo świętość jest czadowa :)

sobota, 31 października 2015

I odpuść nam nasze winy

ja wiem:
Ty chcesz, żeby ludzie nie robili złych rzeczy
kiedy ktoś robi złe rzeczy, ten ktoś nie może żyć z Tobą

ja wiem:
ja robiłem bardzo złe rzeczy
z tego powodu nie mogę teraz żyć z Tobą
jeżeli Ty nie powiesz teraz, że mogę żyć z Tobą

ja wiem:
inni ludzie mogą powiedzieć to samo
inni ludzie są jak ja

jednocześnie wiem:
jeżeli Ty powiesz teraz, że mogę żyć z Tobą
będę potem mógł żyć z Tobą
tak jak mogłem żyć z Tobą zanim zrobiłem te złe rzeczy

mówię:
chcę, żebyś powiedział to do mnie teraz
chcę żyć z Tobą
nie chcę robić więcej złych rzeczy

jednocześnie chcę powiedzieć:
chcę, żebyś powiedział to samo do wszystkich innych ludzi
chcę, żeby wszyscy inni ludzie mogli żyć z Tobą
tak jak ja chcę żyć z Tobą

ja wiem:
mogę to powiedzieć zawsze
bo Ty chcesz, żeby wszyscy ludzie mogli żyć z Tobą
wszyscy ludzie mogą to powiedzieć do Ciebie zawsze

[źródło: http://www.depotuw.ceon.pl/bitstream/handle/item/248/pawlas-drat.pdf?sequence=1]

piątek, 30 października 2015

Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj

Benedykt XVI zauważa, że są dwie interpretacje tej prośby. 

Może to przypadek, ale ja zawsze słyszałam tylko jedną interpretację: chleb powszedni, to przysłowiowy... chleb powszedni :) To, co nam potrzebne do doczesnego życia: chleb, ale przecież w dobie konsumeryzmu także wykształcenie, pieniądze, ubranie, samochód, dom... Umiejscowienie takiej prośby w samym środku modlitwy (między "Bądź wola Twoja" i "Odpuść nam nasze winy") w jakiś sposób zawsze wzbudzało we mnie odczucie, że ktoś przyszył łatę w paski do spódnicy w groszki. Ni w pięć ni w dziesięć! Jednocześnie muszę przyznać, że to ściągnięcie Modlitwy Pańskiej "na ziemię" sprawia, że staje się ona bliższa człowiekowi.

Druga interpretacja, o której Benedykt XVI pisze, wprowadza większą spójność. Chodzi tu o zagadkowe słowo: epiousios. Autor Jezusa z Nazaretu wskazuje, że jest to rzadkie słowo, grecki neologizm, który pojawia się najpierw u Mateusza w kontekście Modlitwy Pańskiej i potem dopiero w tekście z V wieku.

Według drugiej interpretacji poprawny byłby następujący przekład: „przyszły [chleb]" = na dzień następny. Jednak prośba o otrzymanie dzisiaj chleba przeznaczonego na dzień następny nie bardzo zdaje się harmonizować z egzystencją ucznia. Wskazywanie na przyszłość byłoby bardziej zrozumiałe, gdybyśmy się modlili o chleb naprawdę przyszły: o rzeczywistą mannę Bożą. Byłaby to wtedy prośba eschatologiczna, prośba o antycypowanie przyszłego świata, o to, żeby Pan dał nam już „dzisiaj" przyszłego chleba, chleba nowego świata - siebie samego. Wtedy prośba ta miałaby sens eschatologiczny. Niektóre stare przekłady szły w tym kierunku, na przykład Wulgata świętego Hieronima, który to tajemnicze słowo przełożył na supersubstantialis - termin, który wskazuje na nową, wznioślejszą „substancję", którą Pan daje nam w świętym Sakramencie, jako autentyczny chleb naszego życia. 
(Benedykt XVI, Jezus z Nazaretu. Część I. Od chrztu w Jordanie do Przemienia, przeł. Wiesław Szymona OP, Kraków 2007, s. 135) 

Każdej kolejnej wiosny (a trochę ich mam) przekonuję się, że życie sprowadza się jednak do tej prośby w drugiej interpretacji. 
Badania Rene Spitza w latach czterdziestych wykazały, że człowiek potrzebuje kontaktu z drugą osobą. Spitz porównywał dwa ośrodki wychowujące dzieci. Pierwszym był przytułek, gdzie zapewniono dzieciom wszystkie niezbędne środki do życia, a instytucja była sterylna; jednak pielęgniarki bardzo surowo i z dystansem wychowywały dzieci, nie przytulały ich. Drugą instytucją był żłobek więzienny, gdzie warunki pozostawiały dużo do życzenia, ale był nieograniczony kontakt z matkami. W przytułku duża część dzieci zmarła w ciągu pierwszych 3 lat, w żłobku zaś pierwszą śmierć odnotowano dopiero po pięciu latach.

----

Człowiek jest relacyjny, potrzebuje kontaktu z drugą osobą.
Najdoskonalszą relacją jest relacja z Bogiem.
On daje Życie.
On jest naszym chlebem powszednim.




środa, 28 października 2015

Bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi

 Klęcząc, modli się:

- Ojcze Nasz, któryś jest w niebie. Święć się Imię Twoje. Przyjdź królestwo Twoje. Bądź w... bądź wooo.... Bądź wwww....
Głęboki wdech.
- Bądź w-- Nie mogę!!!

Myśli: "Jego wola? On na pewno chce mojego wyrzeczenia, może nawet męczeństwa! Jakaś choroba mnie spotka, jakaś przykrość... Przecież na tym polegają Jego próby. Już Hiob się o tym przekonał... Ten fragment najlepiej pominę"

Wdech. 
- Chleba naszego powszedniego daj nam dzi-

Dzwonek. Otwiera drzwi, na progu stoi mężczyzna.

- Dzień dobry. Pan do kogo?
- Dzień dobry. Do pani przyszedłem.
- Sprzedaje pan coś?
Mężczyzna patrzy zdziwiony, jakby nie do końca rozumiał słowo "sprzedawać".
- Nie, chciałem pani coś dać. 
- Co, za friko?! Niech pan sobie nie żartuje - nic dzisiaj nie jest za darmo. Dzieci w przedszkolu o tym wiedzą.
Mężczyzna łagodnie się uśmiecha.
- Ja nie daję nie-za-darmo. Przyjmie pani ode mnie ten prezent?
Podaje jej złożoną kartkę. Ona podnosi brwi.
- No tak, ulotka. Sprytne. Przyznam, że prawie nabrałam się na ten "prezent". Macie niezłe metody marketingowe.

Otwiera kartkę.
Gdy zszedł z góry, postępowały za Nim wielkie tłumy. A oto zbliżył się trędowaty, upadł przed Nim i prosił Go: «Panie, jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić».[Jezus] wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł: «Chcę, bądź oczyszczony!». I natychmiast został oczyszczony z trądu.
Cisza.

- Chcę po prostu twojego uzdrowienia - Jezus uśmiecha się szeroko, a potem, widząc zmieszanie oraz zawstydzenie swojej owcy i chcąc przerwać niezręczną ciszę, dodaje - I może kawałek tego ciasta z rabarbarem, co dzisiaj upiekłaś?









czwartek, 22 października 2015

Przyjdź królestwo Twoje

Przyjdź królestwo Twoje

ja wiem:
Ty chcesz, żeby ludzie chcieli robić dobre rzeczy dla innych ludzi
tak jak Ty chcesz robić dobre rzeczy dla wszystkich ludzi
Ty chcesz, żeby ludzie nie chcieli robić złych rzeczy innym ludziom
jeżeli ludzie będą tak żyć, będą mogli żyć z Tobą zawsze

mówię:
chcę, żeby się to stało
chcę żyć z Tobą
chcę, żeby inni ludzie żyli z Tobą
chcę, żeby wszyscy ludzie żyli z Tobą na zawsze

[źródło: http://www.depotuw.ceon.pl/bitstream/handle/item/248/pawlas-drat.pdf?sequence=1]


środa, 21 października 2015

Święć się Imię Twoje

Refleksja Benedykta XVI
Moglibyśmy po prostu powiedzieć: imię umożliwia zwracanie się do drugiego, wołanie go. Stwarza relację. Kiedy Adam nadaje nazwy zwierzętom, nie znaczy to, że wyjaśnia ich istotę. On po prostu wprowadza je w świat ludzi, tak żeby mógł je przywoływać. Rozumiemy teraz, co pozytywnego może zawierać w sobie imię Boga: Bóg tworzy pewną relację między sobą i nami. Dzięki imieniu możemy Go wzywać. Nawiązuje relację z nami i nam umożliwia nawiązanie relacji z Nim. A to znaczy, że w jakiś sposób wchodzi w nasz ludzki świat. Można do Niego mówić, a więc można Go też zranić. Bierze na siebie ryzyko nawiązania relacji, bycia z nami (...) Im bardziej oddaje się On w nasze ręce, tym łatwiej możemy przytłumić Jego światło; im bliżej nas jest, tym bardziej nasze nadużycia mogą uczynić Go nierozpoznawalnym. Martin Buber powiedział kiedyś, że po wszystkich haniebnych nadużyciach imienia Boga, możemy stracić odwagę zwracania się do Niego po imieniu. Jednak przemilczanie go równałoby się odrzuceniu Jego miłości. Buber mówi, że powinniśmy z wielkim szacunkiem podnieść fragmenty tego zbrukanego imienia i spróbować je oczyścić. Sami jednak nie możemy tego dokonać. Możemy tylko prosić Jego samego, żeby nie dopuścił do umniejszania blasku Jego imienia w tym świecie.
Benedykt XVI, Jezus z Nazaretu. Część I. Od chrztu w Jordanie do Przemienia, przeł. Wiesław Szymona OP, Kraków 2007, s. 127-128.



Eksplikacja Anny Wierzbickiej:
ja wiem:
Ty jesteś kimś dobrym
nikt inny nie jest taki jak Ty

mówię:
chcę zawsze mówić dobre rzeczy o Tobie
chcę, żeby inni ludzie zawsze mówili dobre rzeczy o Tobie
z tego powodu chcę robić dobre rzeczy
kiedy robię dobre rzeczy, chcę, żeby ludzie mówili z tego powodu dobre rzeczy o Tobie
nie chcę, żeby ludzie mówili z tego powodu dobre rzeczy o mnie
chcę, żeby ludzie zawsze mówili dobre rzeczy o Tobie

niedziela, 18 października 2015

Ojcze Nasz, któryś jest w niebie

 Bo Kościół musi to przemyśleć... Kościół źle zadecydował... Kościół się nie przyznał... Kościół się przyznał....Kościół powinien... Kościół nie powinien... Bóg tak, Kościół nie... Kościół to... Kościół tamto...Kościół, Kościół, Kościół...

Kim właściwie jest ten Kościół?

Pytam "kim" a nie "czym", bo skoro tyle (nie)robi, to chyba posiada jakąś podmiotowość. Kto zatem tworzy Kościół? No przecież: biskupi i księża.

Pamiętam lekcję religii w gimnazjum, na której mieliśmy zastępstwo z matematykiem-zagorzałym komunistą. Nauczyciel zaproponował temat "Kościół źródłem zła" i zaczęła się debata, w której odegrałam rolę obrończyni Kościoła. Z perspektywy czasu widzę bezsens tej dyskusji wynikający m.in. z różnic w przyjętych definicjach Kościoła. Matematyk cały czas mówił o Kościele w kategoriach biskupów, ja z kolei rozumiałam Kościół jako ogół ochrzczonych ludzi. Na rozmowę wtedy byłam zupełnie nieprzygotowana, więc chyba nikogo nie przekonałam, ale(!) pamiętam taką chwilę mojego zamieszania i zupełnego zbicia z tropu, kiedy matematyk powiedział "Przecież ja do ciebie nic nie mam... Mnie tu chodzi o Kościół". Zdziwiło mnie bardzo to stwierdzenie, bo jak to? Ja nie jestem Kościołem?! To kim ja, przepraszam, jestem?

Problem w tym, że w społeczeństwie zatraciło się biblijne, metafizyczne rozumienie Kościoła: ta wspólnotowość i troska o siebie nawzajem nie dlatego, że jesteśmy członkami jakiejś organizacji, a dlatego że tworzymy Ciało Chrystusa.

I nie trzeba być wielkim teologiem, wystarczy zatrzymać się nad modlitwą Ojcze Nasz. To ona pokazuje nam wspólnotowość Kościoła i nastawienie na bliźniego. To nie mój Ojciec, a nasz. Pisze o tym Benedykt XVI w Jezusie z Nazaretu.

Istotna dla modlitwy dyskrecja nie wyklucza modlitwy wspólnej. Samo Ojcze nasz jest 115 modlitwą w liczbie mnogiej; tylko w łączności z „my" dzieci Bożych możemy w ogóle przekraczać granicę tego świata i wznosić się do Boga. To „my" pobudza jednak najbardziej wewnętrzną warstwę mojej osoby. W modlitwie ten jej całkowicie osobisty charakter i wymiar wspólnotowy muszą się wzajemnie przenikać[...] 
Benedykt XVI, Jezus z Nazaretu. Część I. Od chrztu w Jordanie do Przemienia, przeł. Wiesław Szymona OP, Kraków 2007, s. 115-116.

To nie taka prosta sprawa, bo w końcu jak często udaje nam się w kościele wypowiedzieć wspólnie te dwa słowa "Ojcze Nasz"? Podczas mszy ksiądz lub organista zaczyna modlitwę, a wierni wchodzą na "któryś jest w niebie" lub "święć się Imię Twoje". Podczas różnych nabożeństw jest ta sama sytuacja.

A jednak Modlitwa Pańska jest przepełniona różnymi formami tego zaimka: my, nasz, naszego, nasze, naszym, nas, nam... Właściwie można byłoby przy pomocy tekstu tej modlitwy uczyć cudzoziemców odmiany zaimka "my".

Anna Wierzbicka, językoznawczyni zajmującą się semantyką. zaproponowała wyjaśnienie tej modlitwy za pomocą uniwersalnych słów. Przedstawiła tę propozycję na wykładzie na Uniwersytecie Warszawskim w 1998 r.  Oto pierwszy fragment: Ojcze Nasz, któryś jest w niebie

Myślę o Tobie tak:
Ty jesteś kimś nie takim jak ludzie
ludzie istnieją, bo Ty chcesz, żeby istnieli
Ty znasz wszystkich ludzi
Ty chcesz robić dobre rzeczy dla wszystkich ludzi
Ty możesz robić dobre rzeczy dla wszystkich ludzi
gdybyś Ty nie robił dobrych rzeczy dla wszystkich ludzi, ludzie nie mogliby żyć

jednocześnie myślę o Tobie tak:
ludzie nie mogą Cię widzieć, bo Ty nie jesteś kimś takim jak ludzie
ludzie mogą Cię znać, kiedy chcą robić dobre rzeczy dla innych ludzi
tak jak Ty chcesz robić dobre rzeczy dla wszystkich ludzi


ja wiem:
wszyscy inni ludzie mogą myśleć o Tobie tak samo
wszyscy inni ludzie są jak ja
dlatego kiedy myślę o Tobie, chcę myśleć o innych ludziach

[źródło: http://www.depotuw.ceon.pl/bitstream/handle/item/248/pawlas-drat.pdf?sequence=1]


Oczywiście takie "uproszczenie" może budzić sprzeciw. Czy językoznawczyni może wyjaśniać słowa Jezusa za pomocą ograniczonego zasobu uniwersalnych wyrazów w takim uproszczeniu? Czy ma w ogóle do tego kompetencje? Czy nie jest to zbytnia trywializacja?
Kiedy pierwszy raz usłyszałam interpretację Wierzbickiej, mocno się skrzywiłam i pomyślałam "To chyba jakiś żart. Co ona znowu wymyśliła?". Teraz jednak coraz bardziej dostrzegam nie tylko wartość językoznawczą, ale dużą zbieżność z myślą Kościoła. To co uderza, jest wyraźne skoncentrowanie na innych ludzi. Modlitwa nie jest tylko moją relacją z Bogiem, a stanowi pewną rozmowę z Nim o Naszej więzi, która naturalnie jest skierowana na relację z innymi, którzy są "jak ja".
Aż ciarki przechodzą :)
I taka interpretacja pokrywa się z myślą zawartą we wspomnianej już książce Benedykta XVI.

To tyle, pozdrawiam wszystkich, którzy dobrnęli do końca.


czwartek, 8 października 2015

Practical Arrangement

'I had a fantastic team of collaborators, my first collaborator was Brian Yorkie, prize-winning […]. director Joe Mantello, another prize-winning writer, John Logan. And occasionally they would tell me that a song that I had written wasn’t quite right. Now.. this is novel to me. But you know, it’s hard for me as my finest couplets are being thrown in the bin and I’m spluttering my flimsy protests. But every song in a musical fights for its life, every character fights for its life, every verse and every song fight for its life, every line, every word…'
Sting's comment on Practical Arrangement, 22/12/2013 




Quintessence of life - fighting for your song, your characters, your lines.

At least that's one of the quintessences ;- )


wtorek, 6 października 2015

Zagrać z Bogiem we frisbee

"Jezus przyszedł do jednej wsi. Tam pewna niewiasta, imieniem Marta, przyjęła Go do swego domu. Miała ona siostrę, imieniem Maria, która siadła u nóg Pana i przysłuchiwała się Jego mowie."
Łk 10, 38-39

Adoracja Najświętszego Sakramentu - siąść u nóg Pana i przysłuchiwać się Jego mowie. 
Nie da się siąść z garnkiem u Jego nóg i słuchać Go, uporczywie mieszając.
Zostawię więc garnek w kuchni, niech surowe ciasto samo rośnie. 

A ja usiądę bez niczego i będę siedzieć. Tak o.
Potem wezmę zegar 
i będziemy się bawić czasem. 
Będziemy rzucać do siebie tarczę zegara, jak frisbee. Może spadnie na ziemię i się rozbije, czas jest kruchy. Ale to nie szkodzi.

Warto zmarnować z Nim trochę czasu, 
nic nie mówiąc,
po prostu siedząc u Jego nóg.

i tak trwać
i tak grać
we frisbee

niedziela, 4 października 2015

Mój Anioł Stróż

Wspomnienie aniołów stróżów

Tak mówi Pan: Oto Ja posyłam anioła przed tobą, aby cię strzegł w czasie twojej drogi i doprowadził cię do miejsca, które ci wyznaczyłem. Szanuj go i bądź uważny na jego słowa. Nie sprzeciwiaj się mu w niczym, gdyż nie przebaczy waszych przewinień, bo imię moje jest w nim. Jeśli będziesz wiernie słuchał jego głosu i wykonywał to wszystko, co ci polecam, będę nieprzyjacielem twoich nieprzyjaciół i będę odnosił się wrogo do odnoszących się tak do ciebie. Mój anioł poprzedzi cię i zaprowadzi do Amoryty, Chetyty, Peryzzyty, Kananejczyka, Chiwwity, Jebusyty, a Ja ich wygładzę.
(Wj 23,20-23)


Kto jeszcze modli się "paciorkiem" 'Aniele Boży'? Kto wierzy w anioły?



Wieczorem siedział przed komputerem, przeglądając listę znajomych na facebooku? 'Do kogo by tu napisać?' 'Kogo obchodzą moje sprawy?' 'O! Dawno z nią nie rozmawiałem' 'On był kiedyś moim przyjacielem.. zrozumie'.

Klik... klik ... klik... Wyklikał parę słów i czeka na odpowiedzi.
'Hej, z/w'
'Cześć, jestem zajęta, strasznie dużo roboty na jutro, ale napisz co słychać'


I delikatny szelest jakby za uchem, jakby szepczący 'Jestem tu, przy tobie. Opowiedz mi o swoim dniu, o swoim życiu. Dawno nie rozmawialiśmy, a przecież tak chętnie cię słucham.Usiądźmy razem w kuchni z kubkiem gorącej herbaty i opowiesz mi wszystko. Ja cię wysłucham. Obejrzymy zdjęcia z albumu. Będę się z tobą śmiał, będę z tobą płakał.... a potem opowiem ci o Nim. O Jego Miłości. Przekażę list, który ci napisał.'


Zirytowany odgania ćmę i włącza czajnik.

'Napiję się herbaty i pójdę spać.' 


-------------------------------



A przecież są tak blisko.