O 4:30 a.m. w mieście nikogo nie ma.
Polecam wówczas wybrać się na rower i delektować się nieobecnością.
Nieobecność milczy, powietrze stoi w bezruchu.
Nieobecność cichutko wzdycha
powietrze nieznacznie się porusza,
kiedy przemykasz.
Puste ulice są twoje
zniknęły czerwone światła,
w wolności
mkniesz przed siebie
fałszywie nucąc starą melodię
nieco głośniej niż zwykle,
bo w mieście nikogo nie ma.
Ale o 4:30,
kiedy w mieście nikogo nie ma,
gdy już przyzwyczaisz się do nieobecności i bezruchu,
zobaczysz
że w mieście KTOŚ jest.
Na przystanku student z plecakiem.
Ostatni pociąg uciekł,
w domu chorzy rodzice
czekają
Na rogu Dworcowej i Piłsudskiego
dwaj bezdomni
śpią na kawałku
kartonu
z półprzymkniętymi oczyma.
W ten sposób pilnują dobytku:
kartonu,
drobnych na śniadanie,
kilku kropel taniego alkoholu
i różańca od pani Bogusi.
Wybrzeżem idą zakochani
jedna para za drugą
dla nich nocy nie ma
4:30, 16:30...
bez różnicy.
Za parę miesięcy znów pojawi się u zakochanych zegar na ścianie. Wróci dzień, wróci noc. Do drzwi zapukają entuzjastyczni rodzice: proza życia i cyniczna linearność.
O barierę mostu opiera się duch Marysi i melancholijnie patrzy w dal. To już 200 lat mija, od kiedy nie pozwolono jej wyjść za Jasia. Janek nie dotarł na most; w zamian założył rodzinę, z którą wyjechał do Argentyny. Marysia od dwustu lat przychodzi na most i o 4:30 czeka. Po policzku płynie łza, która, zanim trafia do wody, zamienia się w sopel.
Przed kościołem dominikanów św. Michał Archanioł, pogwizdując, zamiata chodnik. Za parę godzin założy zbroję, ściągnie miecz ze ściany, napnie mięśnie i przeczesze zakurzone skrzydła. Będzie gotowy do walki. Teraz jednak trzeba posprzątać chodnik.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz