Tytuł dzisiejszego wpisu może wydawać się nieco... nacjonalistyczny. Jednak moja najnowsza refleksja dotycząca szczególnej predyspozycji znacznej części naszego społeczeństwa do bycia zbawionymi zaraz zostanie poparta rozumowaniem opartym na prawdach teologiczno-życiowych ;P
Czytelniku, zasiądź wygodnie i przygotuj się na przygodę intelektualną.
Adwent dobiega końca. Jeszcze zostało dwoje rorat* i potem świętujemy. Nie powiem, że wstawanie przed świtem to moje hobby, ale trzeba przyznać - było całkiem sympatycznie. Każdego dnia przy wyjściu z kościoła przedstawiciele DA dawali fragment obrazka w kształcie puzzle'a.
W ostatni piątek zapowiedziano, że już koniec puzzli i kto je zebrał, może skleić cały obrazek, przynieść we wtorek i będzie losowanie nagród.
Konkurs? Klawo! :) Jednak szybko mina mi zrzędła, ponieważ w domu okazało się, że na jednych roratach mnie nie było i nie mogę brać udziału w konkursie, bo przecież nie mam całego obrazka!
Otóż dzisiaj losowanie obrazków odbyło się pod koniec mszy. Ministrant zebrał je, a o. Mar zaczął przeglądać.
- Ooo, a tu ktoś dał niepełny obrazek. Oj, chyba się nie zakwalifikuje, hehe.
Oczywiście i ten obrazek wziął udział w losowaniu.
Taka byłaby moja naturalna reakcja:
Coooo?! To ja nie przyniosłam, bo chciałam, żeby było sprawiedliwie, a tu ktoś se [jak gniew, to musi być "se"], wrzucił do koszyka obrazek wy-bra-ko-wa-ny i weźmie udział w konkursie?! Co to to nie. No co za typowo polska bezczelność!
Tu parę słów wyjaśnienia. To nie jest krytyczny tekst o Polakach, ale o pewnej cesze. Użyłam określenia "typowo polska", bo ostatnimi czasy mam dużo przemyśleń na temat naszych wad narodowych, do których zaliczam tzw. bezczelne kombinowanie. Obserwuję ją u większości społeczeństwa.
Taka zaś była moja faktyczna reakcja:
Wow! No nieźle..
Osoba od wybrakowanego obrazka urzekła mnie do tego stopnia, że cały dzień myślę o tym losowaniu. O. Mariusz nieświadomie zrobił performance, który można by zatytułować: "Metafora Bożego Miłosierdzia" . I to wywołało moje "Wow".
Nigdy nie przyniosę Bogu pełnego puzzle'a. Zawsze będzie brakowało jakichś części, będą plamy po kawie, którą przypadkiem wylałam na obrazek, będą jakieś części wsadzone na tak zwanego chama, żeby były, choć w ogóle nie będą pasowały w danym miejscu układanki... Nasze życie to bardzo nieudane puzzle.
Bóg mówi: Jak zebrałaś części, przynieś sklejony obrazek.
Ja bezczelnie przynoszę ten, pożal-się-Boże, obrazek i mówię: Proszę! Ja też chce wziąć udział w losowaniu nagród. Przyniosłam obrazek.
A Bóg nie dość, że "nie żali się", to jeszcze z radością bierze wybrakowany obrazek i daje nagrodę bez losowania :)
(O. Mar pewnie zrobiłby też by nie losował, ale miał za mało książek :) )
Boże Miłosierdzie jest o niebo większe niż nasza ludzka sprawiedliwość.
Życzę nam wszystkim, byśmy stali się bezczelnymi żebrakami Bożego Miłosierdzia przynoszącymi Bogu wybrakowane obrazki i oczekującymi nagrody nie ze względu na obrazek, ale na Jego Miłość.
*dwoje rorat? Moi studenci powiedzieliby: "jakoś to tak dziwnie brzmi".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz