piątek, 30 października 2015

Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj

Benedykt XVI zauważa, że są dwie interpretacje tej prośby. 

Może to przypadek, ale ja zawsze słyszałam tylko jedną interpretację: chleb powszedni, to przysłowiowy... chleb powszedni :) To, co nam potrzebne do doczesnego życia: chleb, ale przecież w dobie konsumeryzmu także wykształcenie, pieniądze, ubranie, samochód, dom... Umiejscowienie takiej prośby w samym środku modlitwy (między "Bądź wola Twoja" i "Odpuść nam nasze winy") w jakiś sposób zawsze wzbudzało we mnie odczucie, że ktoś przyszył łatę w paski do spódnicy w groszki. Ni w pięć ni w dziesięć! Jednocześnie muszę przyznać, że to ściągnięcie Modlitwy Pańskiej "na ziemię" sprawia, że staje się ona bliższa człowiekowi.

Druga interpretacja, o której Benedykt XVI pisze, wprowadza większą spójność. Chodzi tu o zagadkowe słowo: epiousios. Autor Jezusa z Nazaretu wskazuje, że jest to rzadkie słowo, grecki neologizm, który pojawia się najpierw u Mateusza w kontekście Modlitwy Pańskiej i potem dopiero w tekście z V wieku.

Według drugiej interpretacji poprawny byłby następujący przekład: „przyszły [chleb]" = na dzień następny. Jednak prośba o otrzymanie dzisiaj chleba przeznaczonego na dzień następny nie bardzo zdaje się harmonizować z egzystencją ucznia. Wskazywanie na przyszłość byłoby bardziej zrozumiałe, gdybyśmy się modlili o chleb naprawdę przyszły: o rzeczywistą mannę Bożą. Byłaby to wtedy prośba eschatologiczna, prośba o antycypowanie przyszłego świata, o to, żeby Pan dał nam już „dzisiaj" przyszłego chleba, chleba nowego świata - siebie samego. Wtedy prośba ta miałaby sens eschatologiczny. Niektóre stare przekłady szły w tym kierunku, na przykład Wulgata świętego Hieronima, który to tajemnicze słowo przełożył na supersubstantialis - termin, który wskazuje na nową, wznioślejszą „substancję", którą Pan daje nam w świętym Sakramencie, jako autentyczny chleb naszego życia. 
(Benedykt XVI, Jezus z Nazaretu. Część I. Od chrztu w Jordanie do Przemienia, przeł. Wiesław Szymona OP, Kraków 2007, s. 135) 

Każdej kolejnej wiosny (a trochę ich mam) przekonuję się, że życie sprowadza się jednak do tej prośby w drugiej interpretacji. 
Badania Rene Spitza w latach czterdziestych wykazały, że człowiek potrzebuje kontaktu z drugą osobą. Spitz porównywał dwa ośrodki wychowujące dzieci. Pierwszym był przytułek, gdzie zapewniono dzieciom wszystkie niezbędne środki do życia, a instytucja była sterylna; jednak pielęgniarki bardzo surowo i z dystansem wychowywały dzieci, nie przytulały ich. Drugą instytucją był żłobek więzienny, gdzie warunki pozostawiały dużo do życzenia, ale był nieograniczony kontakt z matkami. W przytułku duża część dzieci zmarła w ciągu pierwszych 3 lat, w żłobku zaś pierwszą śmierć odnotowano dopiero po pięciu latach.

----

Człowiek jest relacyjny, potrzebuje kontaktu z drugą osobą.
Najdoskonalszą relacją jest relacja z Bogiem.
On daje Życie.
On jest naszym chlebem powszednim.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz