wtorek, 5 lipca 2016

Pustynia

To mówi Pan: Chcę przynęcić niewierną oblubienicę, na pustynię ją wyprowadzić i mówić do jej serca i będzie Mi tam uległa jak za dni swej młodości, gdy wychodziła z egipskiego kraju. I stanie się w owym dniu - wyrocznia Pana - że nazwie Mnie: Mąż mój, a już nie powie: Mój Baal. I poślubię cię sobie [znowu] na wieki, poślubię przez sprawiedliwość i prawo, przez miłość i miłosierdzie. Poślubię cię sobie przez wierność, a poznasz Pana. (Oz 2,16.17b-18.21-22)

Niekiedy odnoszę wrażenie, że pustynia stała się dla katolików metaforą zbyt szeroką. Jestem w trudnym położeniu - jestem na pustyni. Jestem osamotniony - jestem na pustyni. Mam kryzys wiary - jestem na pustyni. 

Owszem, to wszystko w pewnym sensie jest związane z pustynią. Jednak szerokie traktowanie biblijnej pustyni może doprowadzić do nieuzasadnionego złagodzenia owej metafory i utraty jej prawdziwego wymiaru. Pustynia to nie jest jakakolwiek trudna życiowa sytuacja. Niektóre sytuacje, mimo że groźne, nie przypominają wcale pustyni. Gdy jesteśmy w kompletnym chaosie,  jesteśmy raczej w dżungli. Kiedy ludzie nas osaczają z każdej strony, też jesteśmy w dżungli. Na pustyni Egipcjanie wcale nie osaczali Izraelitów. Ścigali ich, ale nie osaczali. Pozostawali gdzieś z tyłu. 

Nie, pustynia to sytuacja, w której niczego nie ma. Jest Nic.Pustka.  Nie ma wody, nie ma jedzenia, przez jakiś czas nawet nie ma wrogów. I nie  ma nadziei. Pustynia oznacza bycie zdanym wyłącznie na Boga, poleganie na Nim wbrew wszelkim racjonalnym przesłankom. 

Alessandro Pronzato w "Rozważaniach na piasku" przywołuje sytuację Hagar w Księdze Rodzaju. Hagar zostaje wygnana na pustynię i nie ma żadnej nadziei. Czeka na śmierć swojego dziecka. Wtedy anioł odkrywa przed nią studnię. Pronzato zaznacza, że modlitwa czyniąca cuda, to ta, w której człowiek całkowicie odcina się od innych środków bezpieczeństwa i całkowicie zawierza Bogu. Często modlimy się z niezwykłą żarliwością, ale zostawiamy sobie furtki na wypadek, gdyby Pan Bóg był zajęty czymś innym. W razie czego możemy zadzwonić do przyjaciela, prosząc o poradę w jakiejś sprawie lub na własną rękę zacząć zmieniać rzeczywistość. Tymczasem Bóg przychodzi wtedy, kiedy my odetniemy wszystkie zabezpieczające liny. 



Mamy nadzieję do samego końca... Następuje koniec, a Bóg dalej milczy. Spóźnił się, nie pomógł mimo naszych modlitw. Nie dał tego, o co prosiliśmy.
Czasami spóźnia się, bo chce nas wskrzesić, tak jak Łazarza. 
Czasami czeka na Jaira, który przyjdzie do niego po śmierci córki i poprosi o przywrócenie jej życia.

Jezus czeka, bo chce pokazać, że nie tylko naprawia usterki naszej rzeczywistości, ale zmienia ją, tworzy od nowa. Bóg to nie żaden Pan Złota Rączka, ale Rzeźbiarz.

Myślę sobie, że przyjaciele Jaira przez grzeczność i delikatność nie pukali się w głowy, ale z pewnością kiwali współczująco głowami, dowiedziawszy się, że ojciec zmarłej dziewczynki, idzie do Jezusa prosić o przywrócenie do życia. Co za pomysł! Totalne szaleństwo. Postępowanie sprzeczne nie tylko z racjonalnym myśleniem, ale z wszelkimi prawami panującymi w rzeczywistości.
A jednak Jair poszedł.

---

I jeszcze jedna sprawa. Hagar została wykorzystana, a następnie odrzucona i upokorzona przez Sarę i Abrahama. U Abrahama jednak miała dom, pewną stabilność, jakąś przyszłość. Wyobrażam sobie, że na tej pustyni Hagar siedziała i czuła rozgoryczenie z powodu takiego obrotu spraw. Może kochała Abrahama. Może chciała wrócić... Anioł Boży, który przyszedł do Hagar nie wziął jej na ręce i nie poleciał z nią z powrotem do Abrahama. Nie ukarał też Sary. 
Anioł tylko wskazał jej studnię, żeby mogła pójść dalej.

Alessanro Pronzato przypomina, że na pustyni idzie się dalej, do przodu,
Od studni do studni,
Nie oglądając się wstecz.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz