Siedzą sobie w jednej szufladzie Adaś i Julek. Obaj cierpią, bo są beznadziejnie i bez wzajemności zakochani w dziewczynie o słowiańskim imieniu: Polska. A ona? Polska owszem szanuje swoich amantów, akceptuje ich obecność. Pamięta nawet czasy, kiedy była w obu zakochana po uszy. Ale to była młodość górna i durna, jak to Adaś mawia. Oni uparli się w tym zakochaniu i dalej piszą staroświeckie, podniosłe wiersze, wylewają łzy, rozczulają się, mają nadzieję na wspólną przyszłość z Polską...
Dziewczyna z lekkim skrępowaniem obserwuje ich śmieszne starania. Wolałaby, żeby dali sobie już spokój, zapomnieli o przeszłości i znaleźli inną ofiarę swoich dziwnych, archaicznych zalotów. W końcu świat idzie do przodu; Polska więc wyrzuciła z szafy dziewiętnastowieczną bieliznę, a założyła szorty dżinsowe i konwersy, do tego bluzkę z jednym odsłoniętym ramieniem. Tak oczywiście ubiera się w domu i na wypady za miasto ze swoim nowym chłopakiem - umięśnionym motocyklistą. W pracy nosi ubrania zgodnie z panującym w jej korporacji dress code'em - biała koszulka z rękawami do łokci, czarna dopasowana spódnica, buty na obcasach, cielisty stanik...
Adaś i Julek nadal piszą sonety i wzdychają. Polska czuje się niezręcznie, ale nie powie im wprost, że nie chce ich znać. Nie. Czuje do nich sentyment ze względu na dawne czasy, a poza tym - przecież nie wypada. W końcu lubi ich i szanuje. Bierze więc do ręki Adasia i Julka, którzy, jak się okazuje, mają niewiele więcej niż 10 cm wzrostu, wkłada do szuflady z napisem Romantique i idzie na koncert z motocyklistą.
Adaś i Julek siedzą w szufladzie i wzdychają.
ADAŚ: Ach! Ona jest taka wspaniała...
JULEK: Kocham ją, ale nie ma w niej iskry... nie ma w niej ducha polskości. Już dawno temu zatraciła go zupełnie.
ADAŚ: Jaka cudowna, miód spijałbym z jej ust...
JULEK: Kocham ją, ale z jej ust padają same przekleństwa i kłamstwa.
ADAŚ: Trzeba ją uratować przed motocyklistą. Ona jest z nim taka nieszczęśliwa...
JULEK: Kocham ją, ale ona żyje w kłamstwie.
Rozmarzenie w spojrzeniu Adasia nagle zamienia się w niepokój. Mickiewicz spogląda na Słowackiego.
Ten, marszcząc brwi, patrzy przed siebie. Nie miał i nie ma żadnych złudzeń: straciła urok i czar, a ich wiersze tego nie zmienią. Julek wzdycha zrezygnowany.
Adaś jest rasowym romantykiem, a więc ma w sobie pokłady empatii, która podpowiada, że czas zmienić temat. Skoro mają spędzić w tej szufladzie jeszcze trochę czasu, to może warto zastanowić się nad kwestiami naprawdę istotnymi.
- Czemu właściwie wrzuciła nas do tej samej szuflady? - pyta zdumiony.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz