niedziela, 15 maja 2016

Lecz wy starajcie się o większe dary


Wczoraj podczas tzw. "czuwania przed zesłaniem" kaznodzieja uświadomił mi pewną ciekawą rzecz dotyczącą darów Ducha Świętego. W 12. rozdziale Pierwszego listu do Koryntian, św. Paweł wymienia swoim adresatom te wszystkie dary, które mogą otrzymać, które są potrzebne w Kościele: mądrość, wiara, prorokowanie, dar czynienia cudów...  A na koniec wylewa może niekoniecznie wiadro zimnej wody, ale na pewno garnuszek nie do końca ciepłej wody, pisząc: "Lecz wy starajcie się o większe dary: a ja wam wskażę drogę jeszcze doskonalszą."
I Koryntianie sobie myślą: No hola! To co? To jeszcze nie koniec? Jest coś jeszcze? 
Owszem, jest. A Paweł, chcąc, żeby jego adresaci mieli pełną jasność, rozwiewa ich wątpliwości, pisząc trzynasty rozdział listu do Koryntian.

----

A teraz oddaję głos Mertonowi:

Filozofia, jako nauka abstrakcyjna, mówi o "społeczeństwie" i "dobru ogólnym". Teologia, jako wybitnie konkretna, mówi o mistycznym Ciele Chrystusa i o Duchu Świętym. Istnieje wielka różnica pomiędzy spojrzeniem na życie z punktu widzenia filozofii a teologii.

Dobro ogólne nigdy nie protestuje, gdy je gwałcą. Ale Duch Święty mówi za siebie, argumentuje, protestuje, nakłania i nalega. Dobro ogólne nie porusza naszej woli. Ale "miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który jest nam dany" (Rz 5,5). Dobro ogólne jest zanadto nieokreślone, aby uśmiercić w nas namiętności: nie uczyni niczego, by się przed nim obronić! Ale Duch Święty ogłasza w naszych sercach prawo miłości i samozaparcia, które zabija egoizm i przetwarza nas w nowych ludzi w Chrystusie: "Bo jeśli duchem sprawy ciała umartwicie, żyć będziecie" (Rz 8, 13).

(...) Dobro ogólne nie potrafi nam nic ofiarować poza rodzajem powszechnego kompromisu, w którym korzyści niezliczonych, podobnych do nas istot ludzkich mogą wydać się zrealizowane bez większych konfliktów. Dobro ogólne bez wątpienia poszerza nasze horyzonty, ale tylko w tym celu, by ukazać nam rodzaj syberyjskiego krajobrazu: jest to rozległy, abstrakcyjny step bez żadnych szczególnych rysów, płaski, nizinny i smutny pod zimnym, szarym niebem.

Duch Święty nie tylko poszerza nasze horyzonty. Podnosi nas do zupełnie odmiennego świata, do nadprzyrodzonego porządku, gdzie jako "Duch Obietnicy" objawia nam rzeczy, które są dla nas ukryte w Bogu (...) To, co nam objawia Duch Święty, jest prawdziwym dobrem ogólnym - jest to bowiem nieskończone Dobro, które jest samym Bogiem i w Nim dobrem wszystkich Jego stworzeń. (...)

Jeśli mówią, że Duch Święty jest "dobrem ogólnym" Kościoła, to dlatego, że On  jest także "wspólnym dobrem" Ojca i Syna. On jest więzią pomiędzy nimi i dany nam jest, abyśmy kochali Ojca w synu i byli przez niego kochani tak, jak On miłuje Swego Syna.

Duch Święty urabia w nas "drugiego Chrystusa", dokonując dzieła, które spełnia w duszy Chrystusa: przychodzi do nas jako miłość Ojca i Syna dla nas. Budzi w nas miłość do Ojca w Synu, pociągając nas do Jezusa. " A ducha Bożego rozpoznać można po tym: każdy duch, który wyznaje, że Jezus Chrystus zjawił się w ciele, z Boga jest" (1 J 4, 2).

Najważniejsza rola Ducha Świętego polega więc na wprowadzeniu nas w Tajemnicę Wcielenia i naszego Odkupienia przez Słowo, które stało się ciałem. I nie tylko pozwala nam zrozumieć coś z miłości Boga objawiającej się nam w Chrystusie, ale także skłania nas do życia tą miłością i do doświadczania jej mocy w naszych sercach.(...) Tak więc miłość wlana w nasze serca przez Ducha Świętego prowadzi nas do bliskiego zjednoczenia z Chrystusem. Jedynie przez Ducha Świętego prawdziwie poznajemy i kochamy Jezusa, a przez Niego dochodzimy do poznania i miłości Ojca.

(...)

To nie inaczej jak przez Ducha Świętego kochamy tych, którzy są z nami złączeni w Chrystusie. Im pełniej otrzymaliśmy Ducha Chrystusowego, tym bardziej potrafimy ich kochać; a im lepiej ich miłujemy, tym obficiej otrzymujemy Ducha. A skoro ich kochamy przez Ducha, danego nam przez Jezusa, to jasne jest, że to sam Jezus w nas ich kocha.
Miara miłości jest więc sama w sobie nieskończona, gdyż miłość jest darem Boskiej i nieskończonej Osoby. Ale "konkretną" miarą miłości w naszych duszach jest "miara", jaką otrzymaliśmy od Chrystusa. Następnym pytaniem, na które trzeba odpowiedzieć, będzie więc: "Jak wiele jesteśmy w stanie otrzymać?".

(...)
Pierwsza rzecz, jaką powinniśmy zrobić, rozpoznając obecność łaski Bożej w naszym sercu, to pragnąć większej miary miłości. To pragnienie miłości jest już jej początkiem i od chwili, gdy prosimy o jej zwiększenie, już ona się w nas pomnaża. Samo nasze pragnienie jest zadatkiem jej dalszego wzrostu i rozwoju. A dzieje się to dlatego, że skuteczne pragnienie miłości Boga odwraca nas od wszystkiego, co sprzeciwia się Jego woli.
Przez pragnienie wzrastania w miłości otrzymujemy Ducha Świętego, a ten głód większej jej miary jest już wynikiem otrzymania obfitszego daru. 
 (...)

Chociaż to życie boskie, które udziela się nam w Chrystusie przez Ducha Świętego, jest w swojej istocie tym samym życiem, jakie będziemy prowadzić w niebie - nawet posiadanie go nie może nam dać tu na  ziemi doskonałego pokoju. Chrześcijanin jest z samej istoty wygnańcem na tym świecie, na którym nie mamy stałego miejsca zamieszkania. Sama obecność Ducha Świętego w jego sercu sprawia, że nie może on zadowolić się światowymi i materialnymi wartościami. Nie może pokładać zaufania w rzeczach tego życia. Jego skarb jest gdzie indziej, a tam, gdzie jest jego skarb, tam jest jego serce.

T. Merton, Nikt nie jest samotną wyspą; rozdział: Miara Miłości.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz