Tacy jacyś dziwaczni ci ludzie XXI wieku...
Denerwują się, gdy własny rząd chce wprowadzić zmiany, ale bez zastrzeżeń godzą się na tysiące praw nakładanych przez panów w krawatach w Brukseli.
Pytają się nieznajomych internautów z pierwszego lepszego w Google'ach forum, jak posadzić marchewki, a do sąsiada jedynie mrukną pod nosem niewyraźne "dzińdbry"
Starannie planują rodziny, żeby nie było za dużo dzieci, bo to nieekonomiczne i trudne do utrzymania, ale w ciągu jednego roku wpuszczają na przeludniony kontynent setki tysięcy dorosłych, którzy mają nieco większe potrzeby niż pampersy i smok.
Nie wierzą w osobową siłę sprawczą świata, a otwierają dłonie do wróżek.
Są tolerancyjni, ale tylko dla wybranych.
***
Jest też elita:
Spędza godziny, szukając sposobów prowadzenia zdrowego trybu życia... Spędza je siedząc przed komputerem w ciasnych pokojach.
Tak, to ci alternatywni. To ci bardziej uświadomieni, nadzieja na lepsze jutro. Oni nie dadzą dziecku byle czego. Kupią eko. I nie dadzą mu smartphone'a, żeby go nie ogłupiać (bo to inteligentni w przyszłości przetrwają). Dziecko zatem zostanie posłane do przedszkola montessori, żeby się idealnie rozwijało, a rodzic zostanie w domu.
Usiądzie na kanapie ze swoim smartphone'em i zacznie machać palcem przewijając kolejne strony, wpatrzony w ekranik, próbując zgłębić tajniki szczęśliwego i zdrowego życia. Będzie się uczył życia, będzie szukał informacji w oceanie bez dna...
Za 50 lat dziecko wraca z przedszkola montessori, a szkielet nadal siedzi na kanapie przewija strony na swoim smartphone'ie.
I tak mądrość ludowa głosi: Przez całe życie uczymy się, jak żyć.
Ale teraz ta mądrość przybrała jakiś niepokojąco dosłowny wymiar...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz