Ciekawe jest, że kontynuując tradycję żydowską, przyjęliśmy sobotę jako ostatni dzień tygodnia, a niedzielę jako pierwszy. Dla Żydów dniem świętym jest dzień, w którym Bóg odpoczywał, a dla chrześcijan - dzień, w którym Chrystus zmartwychwstał. Jednak coraz częściej w kalendarzach widzimy niedzielę na siódmym miejscu i tak też ją postrzegamy.
Postrzegamy schemat tygodnia nie przez pryzmat naszej religii ale przez pryzmat pracy i narzuconej w naszym kręgu kulturowym pedagogiki, że na odpoczynek trzeba sobie zasłużyć - "Odpoczniesz, jak wykonasz swoje obowiązki". Przyjęty w języku "weekend" (koniec tygodnia) utwierdza nas w tym przekonaniu: świętowanie możemy zacząć po pracy.
Boża logika jednak jawi się dość antypedagogicznie.To nie wykonana praca i zasługi zapewniają nam możliwość relaksu. Niedziela została nam dana w prezencie jako dzień, w którym Chrystus nas zbawił. I nie było w tym żadnej naszej zasługi.
Niedziela zatem nie jest naszą nagrodą, a raczej darem. "Absurdalne" odpoczywanie i świętowanie w pierwszy dzień tygodnia (przed pracą, a nie po niej) odzwierciedla niesamowitą prawdę wiary i cały czas o niej przypomina: Zbawienie zostało nam dane zupełnie za darmo!
....bo my chrześcijanie zaczynamy tydzień od laby... :)
