czwartek, 31 grudnia 2015

Na koniec starego roku

Siedząc z kieliszkiem rozmyślasz, podsumowujesz
i nucisz refren zapomnianej piosenki:

Jaki był ten dzień? Co darował, co wziął?
Czy mnie wyniósł pod niebo?
Czy zrzucił na dno?
Jaki był ten dzień? Czy coś zmienił czy nie?
Czy był tylko nadzieją na dobre i złe?

Jeśli stary rok był pustynią, niech nowy będzie oazą.
Jeśli był oazą, niech nowy będzie lasem deszczowym.

----

Fajerwerki to badziewie.

wtorek, 22 grudnia 2015

Polacy zostaną zbawieni

Tytuł dzisiejszego wpisu może wydawać się nieco... nacjonalistyczny. Jednak moja najnowsza refleksja dotycząca szczególnej predyspozycji znacznej części naszego społeczeństwa do bycia zbawionymi zaraz zostanie poparta rozumowaniem opartym na prawdach teologiczno-życiowych ;P

Czytelniku, zasiądź wygodnie i przygotuj się na przygodę intelektualną.

Adwent dobiega końca. Jeszcze zostało dwoje rorat* i potem świętujemy. Nie powiem, że wstawanie przed świtem to moje hobby, ale trzeba przyznać - było całkiem sympatycznie. Każdego dnia przy wyjściu z kościoła przedstawiciele DA dawali fragment obrazka w kształcie puzzle'a.
W ostatni piątek zapowiedziano, że już koniec puzzli i kto je zebrał, może skleić cały obrazek, przynieść we wtorek i będzie losowanie nagród.

Konkurs? Klawo! :) Jednak szybko mina mi zrzędła, ponieważ w domu okazało się, że na jednych roratach mnie nie było i nie mogę brać udziału w konkursie, bo przecież nie mam całego obrazka!

Otóż dzisiaj losowanie obrazków odbyło się pod koniec mszy. Ministrant zebrał je, a o. Mar zaczął przeglądać.

- Ooo, a tu ktoś dał niepełny obrazek. Oj, chyba się nie zakwalifikuje, hehe.

Oczywiście i ten obrazek wziął udział w losowaniu.

Taka byłaby moja naturalna reakcja:
Coooo?! To ja nie przyniosłam, bo chciałam, żeby było sprawiedliwie, a tu ktoś se [jak gniew, to musi być "se"], wrzucił do koszyka obrazek wy-bra-ko-wa-ny i weźmie udział w konkursie?! Co to to nie. No co za typowo polska bezczelność!
Tu parę słów wyjaśnienia. To nie jest krytyczny tekst o Polakach, ale o pewnej cesze. Użyłam określenia "typowo polska", bo ostatnimi czasy mam dużo przemyśleń na temat naszych wad narodowych, do których zaliczam tzw. bezczelne kombinowanie. Obserwuję ją u większości społeczeństwa.

Taka zaś była moja faktyczna reakcja:
Wow! No nieźle..
Osoba od wybrakowanego obrazka urzekła mnie do tego stopnia, że cały dzień myślę o tym losowaniu. O. Mariusz nieświadomie zrobił performance, który można by zatytułować: "Metafora Bożego Miłosierdzia" . I to wywołało moje "Wow".

Nigdy nie przyniosę Bogu pełnego puzzle'a. Zawsze będzie brakowało jakichś części, będą plamy po kawie, którą przypadkiem wylałam na obrazek, będą jakieś części wsadzone na tak zwanego chama, żeby były, choć w ogóle nie będą pasowały w danym miejscu układanki... Nasze życie to bardzo nieudane puzzle. 

Bóg mówi: Jak zebrałaś części, przynieś sklejony obrazek.
Ja bezczelnie przynoszę ten, pożal-się-Boże, obrazek i mówię: Proszę! Ja też chce wziąć udział w losowaniu nagród. Przyniosłam obrazek.
A Bóg nie dość, że "nie żali się", to jeszcze z radością bierze wybrakowany obrazek i daje nagrodę bez losowania :)

(O. Mar pewnie zrobiłby też by nie losował, ale miał za mało książek :) )

Boże Miłosierdzie jest o niebo większe niż nasza ludzka sprawiedliwość.

Życzę nam wszystkim, byśmy stali się bezczelnymi żebrakami Bożego Miłosierdzia przynoszącymi Bogu wybrakowane obrazki i oczekującymi nagrody nie ze względu na obrazek, ale na Jego Miłość.





*dwoje rorat? Moi studenci powiedzieliby: "jakoś to tak dziwnie brzmi".

czwartek, 17 grudnia 2015

Coś dla panów

I może trochę dla pań...? :)




- Bo nie wiem, czy się spełnię w kapłaństwie
- Dziecko, kogo to obchodzi?
- ?!
- Kogo to obchodzi, czy ty się spełnisz w kapłaństwie? Ty uczestniczysz w czymś o wiele większym.
(od minuty 24:20, ale warto zacząć słuchać wcześniej ;P)


niedziela, 13 grudnia 2015

Roraty

Byłam na roratach w katedrze przed świtem. Zasadniczo istnieją tylko dwa sposoby, żeby zdążać na czas: można wyjść wcześniej lub biec z wywalonym językiem. Ja raczej wybieram drugą opcję. Wpadłam na pierwsze "Pan z Wami" i zajęłam miejsce z tyłu, wysapując "I z d'chem Tw'im". W ławce była tylko jeszcze jedna osoba: bezdomna, która spokojnie przespała całą mszę. Ja zaś zgrzana stopniowo zaczęłam odczuwać chłód, który jest stałym lokatorem naszej gotyckiej świątyni. Skończyła się msza. Popatrzyłam na zegarek: jeszcze pół godziny do zajęć... "Tu wprawdzie zimno, ale na dworze tropików nie ma. Będzie gorzej. Brrr. Zostanę więc jeszcze chwilę".

Wszyscy wyszli, a my siedzimy: ja i bezdomna kobieta. Ja w moim czerwonym, wełnianym płaszczyku. Ona w kurtce z kontenera. Ja z plecakiem zawalonym książkami i laptopem. Ona z dziurawą torbą pełną rzeczy potrzebnych do przetrwania. Ja - młoda. Ona - stara. Ja nerwowo patrzę na zegarek, sprawdzając, ile jeszcze mam czasu do zajęć. Ona spokojnie śpi, jakby zadowolona, że znalazła wreszcie ciepłe miejsce.

Żadna z nas się nie modli.

Obie grzejemy się w katedrze.

W gruncie rzeczy niewiele nas różni.

sobota, 5 grudnia 2015

4:30

O 4:30 a.m. w mieście nikogo nie ma.
Polecam wówczas wybrać się na rower i delektować się nieobecnością.
Nieobecność milczy, powietrze stoi w bezruchu.
   Nieobecność cichutko wzdycha
   powietrze nieznacznie się porusza,
       kiedy przemykasz.

Puste ulice są twoje
zniknęły czerwone światła,
w wolności
mkniesz przed siebie
fałszywie nucąc starą melodię
nieco głośniej niż zwykle,
bo w mieście nikogo nie ma.

Ale o 4:30,
kiedy w mieście nikogo nie ma,
gdy już przyzwyczaisz się do nieobecności i bezruchu,
zobaczysz
że w mieście KTOŚ jest.

Na przystanku student z plecakiem.
Ostatni pociąg uciekł,
w domu chorzy rodzice
czekają

Na rogu Dworcowej i Piłsudskiego
dwaj bezdomni
śpią na kawałku
kartonu
z półprzymkniętymi oczyma.
W ten sposób pilnują dobytku:
kartonu,
drobnych na śniadanie,
kilku kropel taniego alkoholu
i różańca od pani Bogusi.

Wybrzeżem idą zakochani
jedna para za drugą
dla nich nocy nie ma
4:30, 16:30...
bez różnicy.

Za parę miesięcy znów pojawi się u zakochanych zegar na ścianie. Wróci dzień, wróci noc. Do drzwi zapukają entuzjastyczni rodzice: proza życia i cyniczna linearność.

O barierę mostu opiera się duch Marysi i melancholijnie patrzy w dal. To już 200 lat mija, od kiedy nie pozwolono jej wyjść za Jasia. Janek nie dotarł na most; w zamian założył rodzinę, z którą wyjechał do Argentyny. Marysia od dwustu lat przychodzi na most i o 4:30 czeka. Po policzku płynie łza, która, zanim trafia do wody, zamienia się w sopel.

Przed kościołem dominikanów św. Michał Archanioł, pogwizdując, zamiata chodnik. Za parę godzin założy zbroję, ściągnie miecz ze ściany, napnie mięśnie i przeczesze zakurzone skrzydła. Będzie gotowy do walki. Teraz jednak trzeba posprzątać chodnik.









wtorek, 1 grudnia 2015

Clap along if you feel like a room without a roof! :)

Bo człowiek bez dystansu, to jak żołnierz bez karabina :)







Radujcie się zawsze w Panu; jeszcze raz powtarzam: radujcie się! Niech będzie znana wszystkim ludziom wasza wyrozumiała łagodność: Pan jest blisko! O nic się już zbytnio nie troskajcie, ale w każdej sprawie wasze prośby przedstawiajcie Bogu w modlitwie i błaganiu z dziękczynieniem! A pokój Boży, który przewyższa wszelki umysł, będzie strzegł waszych serc i myśli w Chrystusie Jezusie. 

W końcu, bracia, wszystko, co jest prawdziwe, co godne, co sprawiedliwe, co czyste, co miłe, co zasługuje na uznanie: jeśli jest jakąś cnotą i czynem chwalebnym - to miejcie na myśli! 
Czyńcie to, czego się nauczyliście, co przejęliście, co usłyszeliście i co zobaczyliście u mnie, a Bóg pokoju będzie z wami. (Flp 4, 4-9)