A gdy się to dziać zacznie, nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie. Uważajcie na siebie, aby wasze serca nie były ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych, żeby ten dzień nie przypadł na was znienacka, jak potrzask.Adwent
Patrzy na Niego i pod maską spokoju stara się ukryć te wszystkie kotłujące się w niej od kilku dni uczucia: żal, złość, zmieszanie, rozczarowanie... Ale też ulgę, że w końcu przyszedł. Lekko marszczy brwi w poczuciu niezadowolenia.
- Tak bardzo się cieszę z tego spotkania! - Zakochany mówi do niej łagodnie i ze szczerą miłością.
- Tak?! A gdzie byłeś wcześniej? Hm? Przecież pisałam, dzwoniłam. Miałam na dachu stanąć i puszczać znaki dymne?
On uśmiecha się delikatnie.
- Nie gniewaj się. Przecież cały czas tu byłem.
- Nie, nie było cię. Nigdzie cię nie widziałam.
- Czekałem przed drzwiami.
- Czemu nie wszedłeś? Mogło mi się coś stać! Złodziej mógł przyjść!
Delikatnie bierze ją za rękę i patrzy prosto w oczy.
- Nigdy bym na to nie pozwolił. Wziąłbym na siebie wszystkie krzywdy, które ci zagrażają. Czuwałem. Nie wchodziłem, bo nie otworzyłaś mi drzwi. A przecież widziałaś mnie przez okno, gdy podlewałaś kwiaty każdego ranka. Codziennie o świcie wyczekiwałaś mnie, patrząc intensywnie przez okno, wyglądając na drogę, pisząc listy... ale nie otworzyłaś mi drzwi.
- Zamek się zaciął - odparła cicho.
- Rozumiem. Chciałem przyjść wcześniej, ale było coś pięknego w Twoim czekaniu. Każdego kochałaś mnie coraz bardziej, coraz mocniej pragnęłaś tego spotkania. Dlatego postanowiłem dłużej poczekać..
Kochana uśmiecha się, ale zaraz rozgląda się po pomieszczeniu. Dom jest doszczętnie zrujnowany: okna nieszczelne, drzwi od szafek wiszą na zawiasach, parkiet porysowany, w kuchni ślady spalonego tłuszczu, brak drewna do rozpalenia w kominku...
- I co ja teraz zrobię?
Zakochany ze spokojem wyciąga skrzynkę z narzędziami i podaje jej kawałek białego chleba.
- Przyniosłem ci coś do zjedzenia. Posil się, odpocznij, a ja zajmę się domem. Tak bardzo się cieszę z tego spotkania!








