niedziela, 29 listopada 2015

Nabierzcie Ducha

A gdy się to dziać zacznie, nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie. Uważajcie na siebie, aby wasze serca nie były ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych, żeby ten dzień nie przypadł na was znienacka, jak potrzask. 
Adwent

Patrzy na Niego i pod maską spokoju stara się ukryć te wszystkie kotłujące się w niej od kilku dni uczucia: żal, złość, zmieszanie, rozczarowanie... Ale też ulgę, że w końcu przyszedł. Lekko marszczy brwi w poczuciu niezadowolenia.
- Tak bardzo się cieszę z tego spotkania! - Zakochany mówi do niej łagodnie i ze szczerą miłością.
- Tak?! A gdzie byłeś wcześniej? Hm? Przecież pisałam, dzwoniłam. Miałam na dachu stanąć i puszczać znaki dymne?
On uśmiecha się delikatnie.
- Nie gniewaj się. Przecież cały czas tu byłem.
- Nie, nie było cię. Nigdzie cię nie widziałam.
- Czekałem przed drzwiami.
- Czemu nie wszedłeś? Mogło mi się coś stać! Złodziej mógł przyjść!
Delikatnie bierze ją za rękę i patrzy prosto w oczy.
- Nigdy bym na to nie pozwolił. Wziąłbym na siebie wszystkie krzywdy, które ci zagrażają. Czuwałem. Nie wchodziłem, bo nie otworzyłaś mi drzwi. A przecież widziałaś mnie przez okno, gdy podlewałaś kwiaty każdego ranka. Codziennie o świcie wyczekiwałaś mnie, patrząc intensywnie przez okno, wyglądając na drogę, pisząc listy... ale nie otworzyłaś mi drzwi.
- Zamek się zaciął - odparła cicho.
- Rozumiem. Chciałem przyjść wcześniej, ale było coś pięknego w Twoim czekaniu. Każdego kochałaś mnie coraz bardziej, coraz mocniej pragnęłaś tego spotkania. Dlatego postanowiłem dłużej poczekać..

Kochana uśmiecha się, ale zaraz rozgląda się po pomieszczeniu. Dom jest doszczętnie zrujnowany: okna nieszczelne, drzwi od szafek wiszą na  zawiasach, parkiet porysowany, w kuchni ślady spalonego tłuszczu, brak drewna do rozpalenia w kominku...
- I co ja teraz zrobię?
Zakochany ze spokojem wyciąga skrzynkę z narzędziami i podaje jej kawałek białego chleba.
- Przyniosłem ci coś do zjedzenia. Posil się, odpocznij, a ja zajmę się domem. Tak bardzo się cieszę z tego spotkania!

poniedziałek, 23 listopada 2015

Klucz

Gęsi lecą w kluczu. Ibisy zresztą też.
Ptaki w kluczu są energooszczędne.
Pierwsza gęś rozcina powietrze tak, że kolejne mają mniejszy opór. a przez to nie spalają tyle "paliwa".
Nie ma tu mowy o ambicji: lider zostaje wybrany tylko na jakiś czas. W pewnym momencie wymienia go inny członek stada, żeby mógł nabrać sił. Zmiana wynika z pewnej wrodzonej wiedzy o najbardziej odpowiednim momencie (coś, czego nam tak często brakuje).
Bycie przywódcą w kluczu to nie fucha, przywilej, marzenie młodego gąsiora...
Nie, to robienie tego, co należy w danym czasie. To umiejętność ustąpienia funkcji i wejście z powrotem do środka stada, tam, gdzie jednostka staje się znów jedną z wielu. To sztuka opanowania swojej ambicji po to, żeby dotrzeć do celu.
A droga jest długa.
Tylko w kluczu można ją przebyć.

Pięknie jest żyć jak gęś: być ciągle skupionym, w drodze, z silnym kręgosłupem oraz instynktownym wyczuciem momentu dziejów






***



Gęś egipska (fot. DaNiel)

niedziela, 22 listopada 2015

Czy Bóg jest liberalny?

Piłat powiedział do Jezusa: Czy Ty jesteś Królem żydowskim? Jezus odpowiedział: Czy to mówisz od siebie, czy też inni powiedzieli ci o Mnie? Piłat odparł: Czy ja jestem Żydem? Naród Twój i arcykapłani wydali mi Ciebie. Coś uczynił? Odpowiedział Jezus: Królestwo moje nie jest z tego świata. Gdyby królestwo moje było z tego świata, słudzy moi biliby się, abym nie został wydany Żydom. Teraz zaś królestwo moje nie jest stąd. Piłat zatem powiedział do Niego: A więc jesteś królem? / Odpowiedział Jezus: / Tak, jestem królem. Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu.J 18,33b-37
Nie podważając autorytetu Kościoła w wyborze dzisiejszych czytań, nie mogę nie przyznać, że brakuje mi odpowiedzi Piłata: "Cóż to jest prawda?". Pamiętam moje rozczarowanie na wykładzie z literaturoznawstwa, kiedy wykładowca stwierdził, że z historycznego punktu widzenia rozmowa Jezusa z Piłatem jest mało prawdopodobna, ponieważ namiestnik nie był typem filozofa. Dla mnie to była przykra wiadomość, dlatego że postawa Piłata zawsze wydawała mi się niezwykle uniwersalna i korespondująca z refleksją współczesnego człowieka. 

Nie zgłębiałam kwestii autentyczności rozmowy. Gdy weźmiemy pod uwagę ogólny charakter czwartej Ewangelii i nagromadzenie symboli i aluzji, historyczność wydarzenia staje się mniej istotna. Dlatego pominę tę kwestię i zatrzymam się przy niedopowiedzianych w dzisiejszej liturgii słowach Poncjusza Piłata.

Współczesne nastawienie człowieka Zachodu jest jakby echem tego cynicznego (może nieco zgorzkniałego) stwierdzenia. Oświecenie przygotowało grunt pod dzisiejszą dewaluację prawdy. A wręcz jej zanegowanie. Po co mówić o prawdzie, skoro nasz dyskurs (trudne słowo) nie mówi prawdy o stanie rzeczywistości. Stąd możemy mówić, co nam się podoba, bo i tak nie jesteśmy w stanie poznać prawdziwego stanu rzeczy. Dalej: możemy też robić, co nam się podoba, ponieważ  nie możemy posiadamy żadnego uniwersalnego odniesienia.

Prawda w ujęciu chrześcijańskim oznacza, że Bóg jest moim punktem odniesienia. Dzięki Niemu wiem, co jest dobre, a co złe, to z kolei prowadzi do wolności w podejmowaniu decyzji.

W myśli liberalnej:
- można dokonać aborcji i eutanazji, bo wolnością nie jest możliwość wyboru między dobrem a złem, a możliwość decydowania o "swoim" ciele,
- można wszystko pokazywać w telewizji i teatrze, bo wolnością nie jest możliwość wyboru między dobrem a złem, a możliwość artystycznego (yyy?) wyrażenia,
- można zmienić swojemu dziecku płeć, bo wolnością nie jest możliwość wyboru między dobrem a złem, a możliwość konstruowania swojej płci,
- można pójść po trupach do celu, bo wolnością nie jest możliwość wyboru między dobrem a złem, a możliwość radzenia sobie w życiu,
- można zignorować potrzebujących, bo wolnością nie jest możliwość wyboru między dobrem a złem, a możliwość decydowania, komu pomagam, a komu nie.

Wolność chrześcijańska wychodzi z założenia, że ciągle stajemy przed wyborami, których możemy dokonać, ponieważ otrzymaliśmy pewne normy do, których możemy się odwołać. Wolność liberalna oznacza brak granic w robieniu, co nam się podoba (oczywiście, jeżeli nie ogranicza to wolności drugiego człowieka...). Co ciekawe, z lekcji WOSu pamiętam tylko drugą definicję. O pierwszej nie rozmawialiśmy. To dziwne, bo moja szkoła szczyciła się tym, że uczy młodego człowieka myślenia.

Bóg, stwarzając człowieka, chciał mu okazać Swoją nieskończoną Miłość i dał mu w prezencie wolną wolę. Jednocześnie wiedział, że człowiek może wybrać zło lub brak dobra. Nawet wtedy jednak Bóg postanawia kochać człowieka i umiera za niego, żeby go usprawiedliwić.

Ale to chyba nie oznacza, że Bóg jest liberalny ;)









czwartek, 19 listopada 2015

Kto jest bogaczem?

Ten, kto zna wartość tego, co posiada.
Ten, kto potrafi odróżnić świecidełko od złota, prawdziwe piękno od urojonego.
Ten, dla którego "być" znaczy o wiele więcej niż "mieć".
Ten, kto zrezygnuje z krótkiej przyjemności dla odległego, ale prawdziwego szczęścia.
Ten, kto nie pragnie; otrzyma nieoczekiwane dary.
Ten, kto nie posiada; zna bezgraniczną wartość nieposiadania.
Ten, kto czeka i szuka.
Ten, kto sam wie, czego potrzebuje.
Ten, kto wejdzie na szczyt góry, by z przyjacielem zjeść tabliczkę czekolady, uderzyć w struny gitary i zaśpiewać parę zapomnianych melodii.

Wreszcie bogaczem jest ten, kto, uciekając z płonącego domu, potrafi w trzy sekundy zdecydować, kogo lub co musi ocalić. Z wszystkich skarbów może wziąć tylko jeden.





wtorek, 17 listopada 2015

Mosty


Wziąć plecak,
i wyruszyć skoro świt.

Pozdrowić przechodnia,
zapytać o nastrój
ale nie zatrzymywać się dłużej

minąć regał z kronikami

przy rzece stoi tłum,
który wrzuca trofea do wody

w powietrzu unosi się
zapach palonych mostów

ledwo podeszwa dotyka ziemi,
krok przeszedł do historii.

*

W drodze spotykasz innych
przeżywasz przygodę
kochasz, śmiejesz się
nienawidzisz i płaczesz

wspinasz się na najwyższą górę
by potem bez patosu zejść

odkrywasz nowe światy
w bibliotece w Aleksandrii

walczysz z barbarzyńcami,
obcymi flotami
nazistami
i szpiegami

*

I wracasz wieczorem do domu. Parząc herbatę, myślisz o swojej podróży. Z uśmiechem bierzesz ją do ręki i odkładasz na półkę. Niech świeci dumnie, a jutro znów staniesz nad rzeką, wrzucisz świecidełko do wody i podpalisz most.














niedziela, 15 listopada 2015

Potrzebne rzeczy



Nie można wejść do czytelni tak o z plecakiem i w kurtce. Nie, nie, nie. Trzeba zostawić dobytek u sympatycznej pani w szatni i wziąć tylko potrzebne rzeczy. Hm. Potrzebne rzeczy? Bułka z masłem!



Przede wszystkim nauczyłam się już, że do plecaka należy wziąć szmacianą torbę, do której wkładam "potrzebne rzeczy", gdyż w samych rękach się one nie mieszczą (i nie wynika to z rozmiaru rąk). W szatni oddaję kurtkę, a z plecaka do torby przekładam: zeszyt, książkę, komórkę, dwa długopisy, komputer, kabel do komputera, słuchawki (koniecznie słuchawki!), klucze, tabliczkę czekolady, wodę i szal na wypadek, gdyby było zimno. Waham się. Wyciągam jeszcze jeden długopis - może się przydać.

Zadowolona oddaję szatniarce kurtkę i prawie pusty plecak. Ale czegoś chyba jeszcze brakuje... Sprawdzam nerwowo zawartość torby i wołam do pani, która wraca już  z numerkiem.

- Przepraszam, czy mogłaby pani jeszcze podać mi na chwilę plecak? Zapomniałam o karcie bibliotecznej.

Taki drobiazg.

piątek, 13 listopada 2015

Kamienie

Zbliżając się do Tego, który jest żywym kamieniem, odrzuconym wprawdzie przez ludzi, ale u Boga wybranym i drogocennym, wy również, niby żywe kamienie, jesteście budowani jako duchowa świątynia, by stanowić święte kapłaństwo, dla składania duchowych ofiar, przyjemnych Bogu przez Jezusa Chrystusa. To bowiem zawiera się w Piśmie: Oto kładę na Syjonie kamień węgielny, wybrany, drogocenny, a kto wierzy w niego, na pewno nie zostanie zawiedziony. Wam zatem, którzy wierzycie, cześć!
1 P 2, 4-7
Polecam artykuł o Wspólnocie Żywych Kamieni.








niedziela, 8 listopada 2015

ale nas zbaw ode złego.

ja wiem:
istnieje ktoś zły
ten ktoś zły chce mi zrobić coś złego
ten ktoś zły chce, żebym ja chciał robić złe rzeczy
tak jak on chce robić złe rzeczy
ten ktoś chce, żeby wszyscy ludzie chcieli robić złe rzeczy

jednocześnie wiem:
ten ktoś zły nie będzie mógł nikomu zrobić nic złego
kiedy Ty powiesz, że nie chcesz, żeby to się stało

chcę, żebyś to powiedział
ja nie chcę robić złych rzeczy
ja nie chcę, żeby inni ludzie chcieli robić złe rzeczy
ja chcę, żeby wszyscy ludzie mogli żyć z Tobą zawsze
tak jak ja chcę móc żyć z Tobą zawsze


[źródło: http://www.depotuw.ceon.pl/bitstream/handle/item/248/pawlas-drat.pdf?sequence=1]

sobota, 7 listopada 2015

I nie wódź nas na pokuszenie



Zdarzyło się pewnego dnia, gdy synowie Boży udawali się, by stanąć przed Panem, że i szatan też poszedł z nimi. I rzekł Bóg do szatana: «Skąd przychodzisz?» Szatan odrzekł Panu: «Przemierzałem ziemię i wędrowałem po niej». Mówi Pan do szatana: «A zwróciłeś uwagę na sługę mego, Hioba? Bo nie ma na całej ziemi drugiego, kto by tak był prawy, sprawiedliwy, bogobojny i unikający grzechu jak on». Szatan na to do Pana: «Czyż za darmo Hiob czci Boga? Czyż Ty nie ogrodziłeś zewsząd jego samego, jego domu i całej majętności? Pracy jego rąk pobłogosławiłeś, jego dobytek na ziemi się mnoży.
Wyciągnij, proszę, rękę i dotknij jego majątku! Na pewno Ci w twarz będzie złorzeczył». Rzekł Pan do szatana: «Oto cały majątek jego w twej mocy. Tylko na niego samego nie wyciągaj ręki». I odszedł szatan sprzed oblicza Pańskiego.  
Hi 1, 6-12


Komentarz Benedykta XVI:

Teraz możemy już tę szóstą prośbę Ojcze nasz wyjaśnić w sposób nieco bardziej konkretny. Gdy ją odmawiamy, mówimy Bogu: „Wiem, że potrzebne mi są doświadczenia, ażeby czysta się stała moja najgłębsza istota. Jeśli te doświadczenia pozostają w Twoich rękach, jeśli -jak to było w przypadku Hioba - pozostawiasz złu trochę wolnej drogi, to pamiętaj, proszę, o moich ograniczonych możliwościach. Nie licz za bardzo na mnie. Nie przesuwaj zbyt daleko granic, w których mogę doznawać pokus, i bądź w pobliżu z Twoją opiekuńczą ręką, gdy moja miara zaczyna już dobiegać końca. Tak interpretował tę prośbę święty Cyprian. Powiada: Gdy mówimy „nie wódź nas na pokuszenie", wtedy wyrażamy przekonanie, „że żadna z przeciwności nie może nas spotkać, jeśli wcześniej Bóg jej nie dopuści. Nasza bojaźń, pobożność i uwaga powinny się kierować ku Bogu, ponieważ w czasie kuszenia Zły nie ma żadnej władzy, chyba że otrzymał ją skądinąd" (De dom. or, 25, s. 285n).
 (Benedykt XVI, Jezus z Nazaretu. Część I. Od chrztu w Jordanie do Przemienia, przeł. Wiesław Szymona OP, Kraków 2007, s. 142-43) 


Komentarz Wierzbickiej:
ja wiem:
jeżeli pewne rzeczy by mi się stały
mógłbym z tego powodu zrobić coś bardzo złego

ja wiem:
inni ludzie mogą powiedzieć to samo
inni ludzie są jak ja

jednocześnie wiem:
jeżeli Ty powiesz: "nie chcę, żeby te rzeczy się stały"
te rzeczy się nie staną

mówię:
chcę, żebyś to powiedział
ja nie chcę robić bardzo złych rzeczy
ja nie chcę, żeby inni ludzie robili bardzo złe rzeczy 

wtorek, 3 listopada 2015

jako i my odpuszczamy naszym winowajcom

Wtedy Piotr zbliżył się do Niego i zapytał: «Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat wykroczy przeciwko mnie? Czy aż siedem razy?» Jezus mu odrzekł: «Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy. (Mt 18, 21-23)

Przez długi czas widziałam w tym fragmencie tylko jedną prawdę: zawsze muszę przebaczać drugiemu człowiekowi. Jeśli ktoś mnie zrani, ja mam przebaczyć. Jeśli zrani kolejny raz, znowu mam przebaczyć. Ciągła i powtarzalna "Akcja - Reakcja".

Ostatnio jednak Duch Święty pokazał mi drugie dno nakazu Jezusa, a pewnie tych den jest o wiele więcej. W naszym polskim przekładzie Piotr używa aspektu dokonanego. A więc jego brat wykroczył przeciwko niemu (raz), a on przebacza 7 razy. Jezus natomiast idzie jeszcze dalej: przebaczaj mu to przewinienie w nieskończoność.
Mamy tu zatem inną zależność: Akcja - Reakcja, Reakcja, Reakcja, Reakc...  (x 77).

Drugie dno jest znacznie trudniejsze. 

Gdy ktoś przeprasza, pokrzywdzony owszem może przebaczyć (bo na tę chwilę naprawdę tego chce... bo chce też, żeby druga osoba miała spokojne sumienie itd.), ale(!), jeśli to był głęboki cios, nazajutrz obudzi się ze zdartym opatrunkiem i na nowo otwartą raną .
Skrzywi się. Tak naprawdę wcale nie ma ochoty przebaczać. Winowajca odszedł uspokojony, a jego rana wciąż ropieje i boli. To niesprawiedliwe. Więc znowu mówi "Przebaczam". Już z mniejszą energią i chęcią. Rana nadal ropieje. Na drugi dzień budzi się i znów ta sama historia. Codziennie zaczyna powtarzać "Przebaczam".

 Mijają miesiące, lata... "Przebaczam, przebaczam...". Aż w końcu powtarzane na siłę słowo staje się codzienną modlitwą: "Nie chcę, nie umiem, boli... Ale jeśli ja nie potrafię, to Ty Panie we mnie przebacz tej osobie". Któregoś dnia rana staje się jakby mniejsza, nabiera naturalnego koloru. On przegląda się w lustrze i przeczesuje palcami włosy. Podnosi lekko brwi, gdy zauważa, że pojawiło się trochę siwych kosmyków - to w końcu długa rehabilitacja.

Przychodzi wnuczka i tłustym paluszkiem dotyka blizny:
- Co to?
- Moja młodość.
- Boli?
- Pobolewa, zwłaszcza przy zmianach temperatury.
- Bierzesz wtedy lekarstwo?
- Tak.

Ostatnie tchnienie na łożu śmierci brzmi jakby szept "Przebaczam".

To jest 77 razy.


niedziela, 1 listopada 2015

Ks. Twardowski o świętości

Uśmiech nieśmieszny
Bądź świętym co się śmieje nie tylko uśmiecha
bo uśmiech może być
czarusiem
liskiem
kłamstwem od ucha do ucha

ale nie można
śmiać się nie naprawdę
na niby
ledwo ledwo
śmiejemy się aż do łez
nie uśmiechamy się tak daleko


Poznajecie tych świętych  i błogosławionych? :D
















Trochę plotek o świętych
Święci - to także ludzie a nie żadne gąsienice dziwaczki
nie rosną krzywo jako ogórki
nie rodzą się ani za późno ani za wcześnie
święci bo nie udają świętych
na przystankach marznąc przestępują z nogi na nogę
śpią czasem na jedno oko
wierzą w miłość większą od przykazań
w to że są cierpienia ale nie ma nieszczęść
wolą klękać przed Bogiem niż płaszczyć się przed człowiekiem
nie lubią deklamowanej prawdy
ani klimatyzowanego sumienia
nie przypuszczają żeby z jednej strony było wszystko a z drugiej
guzik z pętelką
stale spieszą kochać
znajdują samotność oddalając się od siebie a nie od świata
tę samotność bez której świat dostaje bzika
są tak bardzo obecni że ich nie widać
nie lękają się nowych czasów które przewracają wszystko do góry nogami
nie chcą być również umęczeni w słodki sposób jak na nabożnych
obrazkach
niekiedy nie potrafią się modlić ale modlą się zawsze
chętnie wzięliby na indeks niejedną dobrą książkę
żeby bronić jej przed głupim czytelnikiem
nie noszą zegarków po to żeby wiedzieć ile się spóźnić
mają sympatyczne wady i niesympatyczne zalety
boją się grzechu jak fotela z fałszywą sprężyną
uważają że tylko pies jest dobry kiedy jest zły
nie mają i dlatego rozdają
tak słabi ze przenoszą góry
potrafią być i nie dziwić się odchodzącym
potrafią umierać i nie odchodzić

można o nich o wiele mądrzej pisać ale po co
trzymają się przyjaźni jak gawron gawrona
poznają późne lato po niebieskiej goryczce
słyszą na pamięć wilgi gwiżdżące przed deszczem
bawią ich jeszcze grzyby nieprawdziwe


----

Życzę Ci Świętości, bo świętość jest czadowa :)