(...) dzisiejszą sytuację charakteryzuje to samo napięcie między dwiema przeciwstawnymi tendencjami, które obecne są w całych dziejach: są to z jednej strony wewnętrzne otwarcie ludzkiej duszy na Boga, a z drugiej - moc różnych bezpośrednich potrzeb i przeżyć. Człowiek poddany jest ich działaniu. Nie potrafi się wyzwolić od Boga, ale nie ma też dość siły, aby wejść na drogę, która ku Niemu wiedzie; sam nie może zbudować mostu, który prowadziłby do konkretnej relacji z Bogiem. Można powtarzać za świętym Tomaszem, że niewiara jest czymś nienaturalnym, ale trzeba zarazem dodać, że człowiek nie może całkowicie rozwiać ciemności, które otaczają kwestię Wiecznego, tak że jeśli ma dojść do prawdziwej relacji z Bogiem, Bóg musi wyjść mu naprzeciw, musi do niego przemówić.
Jak to się może stać? (...) Otóż odpowiedź jest taka: Słowo Boże dociera do nas poprzez ludzi, dla których Bóg stał się konkretnym doświadczeniem i którzy znają Go - jeśli tak można powiedzieć - z pierwszej ręki. (...)
Rzeczywiście, abym mógł uczestniczyć w wiedzy kogoś innego i doświadczyć jej we własnym życiu, sam muszę być otwarty na Boga. Tylko wówczas gdy mam w sobie odpowiedni organ recepcji, dźwięk Wiecznego może dotrzeć do mnie poprzez innych. (...) Poznanie Boga wymaga wewnętrznej czujności, uświadamia sobie swoją bliskość ze Stworzycielem. Zarazem jednak prawdą jest to, że Bóg nie otwiera się przed "ja" odizolowanym od innych, że wyklucza indywidualistyczne zamknięcie. Relacja z Bogiem jest związana z komunią z naszymi braćmi i siostrami.
J. Ratzinger Patrzeć na Crystusa, przeł. J. Merecki
Chrześcijanin powinien modlić się o dwie rzeczy. Po pierwsze, żeby starczyło mu w życiu świadków Bożej miłości. Po drugie, żeby on sam znalazł się w grupie świadków, która wystarczy innym.
Bez heroizmu czy napuszenia.
Tak po prostu; jak jeden z wielu świętych.
Tak o...
naturalnie

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz