Powstań! Świeć, bo przyszło twe światło i chwała Pańska rozbłyska nad tobą. Bo oto ciemność okrywa ziemię i gęsty mrok spowija ludy, a ponad tobą jaśnieje Pan, i Jego chwała jawi się nad tobą. I pójdą narody do twojego światła, królowie do blasku twojego wschodu Podnieś oczy wokoło i popatrz: Ci wszyscy zebrani zdążają do ciebie. Twoi synowie przychodzą z daleka, na rękach niesione twe córki. Wtedy zobaczysz i promienieć będziesz, a serce twe zadrży i rozszerzy się, bo do ciebie napłyną bogactwa zamorskie, zasoby narodów przyjdą ku tobie. Zaleje cię mnogość wielbłądów - dromadery z Madianu i z Efy. Wszyscy oni przybędą ze Saby, zaofiarują złoto i kadzidło, nucąc radośnie hymny na cześć Pana.
Podejrzewam, że największe przerażenie w Herodzie i całej Jerozolimie wzbudził nie tylko fakt, że Nowy Król się rodzi, ale, również że tego króla przyszli szukać... obcy! Postawmy się w sytuacji takiego króla żydowskiego (a właściwie udającego króla, bo faktyczna władza leżała w rękach Rzymu... musiał być dość niepewny swojej pozycji), do którego przychodzą egzotyczni uczeni poganie, szukający króla żydowskiego! Więcej - oni go informują o tym, że dziecko jest w Betlejem i chcą oddać Mu pokłon. Dobry król powinien wiedzieć, co się dzieje na jego terytorium, a tu taka niespodzianka! Obcy wiedzą lepiej, niż on.
To takie typowe: wydaje nam się, że jesteśmy blisko Boga, złapaliśmy Go za nogi, znamy wszystkie zakamarki Kościoła, góry przenosimy... a tu jacyś dziwni, niepasujący do naszego wyobrażenia o "przykładnych katolikach" ludzie niewiadomo skąd przychodzą naiwnie, żeby zapytać o Boga. A w nas się gotuje, bo nawet nie potrafimy odpowiedzieć na pytanie sugerujące, że zadający je są znacznie bliżej odpowiedzi niż my.
Herod po prostu usiadł spokojnie w pałacu, przekonany, że już nic go nie zaskoczy. Jego wyobrażenie o Bogu było przysłonięte mgłą jego własnego ego. Mimo że teoretycznie czekał na prawdziwego Mesjasza, jak każdy porządny Żyd, nie potrzebował Go. On sam panował; miał ustalone prawa, swój ład; nie potrzebował nowych atrakcji... czegoś, co by zaburzyło jego idealnie skonstruowany świat.
Masz ci los ;)
I jeszcze jedno... "inną drogą wrócili" - po prawdziwym objawieniu zawsze wraca się inną drogą.
Nigdy nie tą samą.
I jeszcze jedno... ;) Dziwne dary ci mędrcy przynieśli na narodziny dziecka. Czy nie lepiej było przynieść zabawki? Albo coś praktycznego: pieluszki, delikatne mydło...? To poniekąd odzwierciedla modlitwę: dopiero poznając Boga, dając się poprowadzić natchnieniu Ducha Świętego, zdajemy sobie sprawę, o czym mamy mówić, o czym milczeć i jakie skarby przynieść Królowi.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz