poniedziałek, 20 czerwca 2016

stay alive



There's a rhythm in rush these days
Where the lights don't move and the colors don't fade
Leaves you empty with nothing but dreams
In a world gone shallow
In a world gone lean

Sometimes there's things a man cannot know
Gears won't turn and the leaves won't grow
There's no place to run and no gasoline
Engines won't turn and the train won't leave

(...)
Well the way I feel is the way I write
It isn't like the thoughts of the man who lies
There is a truth and it's on our side
Dawn is coming
Open your eyes
Look into the sun as the new days rise

poniedziałek, 13 czerwca 2016

13 czerwca



Już spotkałam się z kilkoma wersjami tego jednego zdarzenia, więc opiszę tu moją ulubioną:

W 1222 zaproszono do Forli biskupa, na święcenia dominikanów i franciszkanów. Prowincjałowie obu zgromadzeń nie dogadali się jednak co do kwestii, kto ma wygłosić kazanie.
Głupia sprawa.
Superior franciszkanów zatem zdecydował, że kazanie wygłosi młody zakonnik - Antoni. W końcu nie był Włochem, tylko Portugalczykiem, więc wszelkie pomyłki czy brak wystarczającej ilości odniesień do Pisma Świętego, które miały się na pewno zdarzyć, można wytłumaczyć barierami językowymi. 
Antoni jednak zadziwił wszystkich zgromadzonych: okazało się, że ten cichy, prosty zakonnik prowadzący pustelnicze życie przed wstąpieniem do franciszkanów odebrał całkiem niezłe wykształcenie teologiczne, które dodatkowo potrafił zgrabnie werbalizować w kazaniu. Antoni więc został kaznodzieją.
I tak płomiennie i z serca głoszącym, że po śmierci całe jego ciało się rozłożyło poza narzędziem artykulacji: językiem.

Padewczycy czczą swojego świętego z niezwykłym entuzjazmem. Podczas procesji 13 czerwca wszyscy przedstawiciele miasta i okolic idą w procesji: orkiestry, harcerze, członkowie różnych organizacji i stowarzyszeń, zakonnicy trzeci, zakonnicy pierwsi, mniejszości narodowe, etc. Wszyscy idą a za nimi relikwie świętego: święta szczęka, która wspomagana głową i sercem głosiła Słowo Boże, oraz wielka figura Antoniego. Podczas przejścia relikwii padewczycy się żegnają. A gdy przechodzi figura klaszczą głośno i wykrzykują z dziką radością pozdrowienia do swojego patrona.

Padewczycy naprawdę kochają swojego Portugalczyka.

piątek, 10 czerwca 2016

Mruklandia

Niewiele osób słyszało o Mruklandii, gdyż jest to państwo wciśnięte na mapie gdzieś między Północą a Południem i odsunięte nieco od szlaków handlowych. Niektórzy podróżni przez przypadek tam trafiają, gdy tory kolejowe na trasie Transwertykalnej są nieczynne. Wówczas pociąg zbacza i jedzie naokoło przez Mruklandię. Oczywiście nieliczni orientują się, gdzie się znaleźli. Większość podróżnych ze zniecierpliwieniem patrzy na zegarki lub wdaje się w dyskusje na temat potrzeby gruntownej naprawy torów kolejowych. Ci bardziej spostrzegawczy, którzy zauważyli, że pociąg wjechał na teren innego państwa, przyklejają nosy do szyby i śledzą przesuwający się krajobraz. Trzeba przyznać, że dość malowniczy: lasy zielone, pola wyścielone uprawami. Od czasu do czasu mignie twarz mieszkańca tego dziwnego kraju., ale zbyt szybko, by móc o nim coś szczególnego powiedzieć. Zaciekawiony podróżny pyta konduktora: Co to za miejsce? Konduktor marszczy brwi, jakby starał się wygrzebać jakąś informację głęboko ukrytą w szufladkach pamięci. W końcu wyciąga tablet i sprawdza na Wszechpedii. Uśmiecha się tryumfalnie i głosem rzeczoznawcy odpowiada: Mruklandia. Podróżny naiwnie postanawia poszukać informacji na temat tego kraju po powrocie. Oczywiście nigdy nie sprawdzi tej informacji - szybko zapomni o zdarzeniu, Mruklandia ucieknie na dno podświadomości, wracając tylko w snach i de javu.

Mruklandię zamieszkują Mrukowie. Jest to narodowość wywodząca się prawdopodobnie ze starożytnych Etrusków. Legenda głosi, że gdy założono Rzym, elitarna część Etrusków została wygnana, by nie tworzyć konkurencji dla ówczesnej władzy. Wśród tej elity byli: inteligencja, sportowcy i przedsiębiorcy, Szybko więc poradzili sobie z barbarzyńcami zajmującymi tereny dzisiejszej Mruklandii. Stworzyli silne państwo, które, choć mało znane w historii powszechnej, stało się potęgą w skali lokalnej. Przez kraje sąsiednie było nawet nazywane Państwem Środka.

Współcześnie Mrukowie to spokojny lud. Starają się nie wyjeżdżać ze swojego kraju, dbając o  rozwój lokalnej gospodarki i przestrzeganie konstytucji. Konstytucja jest dla nich szczególnie ważna, choć zawiera  tylko jedno*, ale za to fundamentalne prawo: Na terenie Mruklandii nie wolno się uśmiechać, być przyjaznym, otwartym, zagadywać innych obywateli, chyba że związek między jednym obywatelem a drugim jest zażyły. Zażyłość stanowi tę część konstytucji, która wielokrotnie przysparzała problemów dotyczących jej wykładni prawnej. Wiele doktoratów i habilitacji napisano na temat zażyłości: czym jest, jakich relacji dotyczy, jakie są jej granice oraz różnica między zaąyłością a niezażyłością. Publikowano na ten temat wiele monografii, nawet wyszła Encyklopedia zażyłości. W końcu jeden uznany profesor doszedł do wniosku, że w duchu praktycznego funkcjonalizmu można podać tylko jedną podstawową sytuację w której zażyłość jest bezsprzeczna: gdy Mruk I jest uzależniony finansowo od Mruka II. Wówczas Mruk I jest zobowiązany do uśmiechu. Wszelkie inne formy zażyłości mogą wynikać z tej podstawowej relacji. Mrukowie z aprobatą pokiwali głowami i taką wykładnię przyjęto.

Zapis konstytucyjny naturalnie wynika z przykrych doświadczeń w historii Mruklandii. O tym długo by opowiadać, więc ograniczę się do zapewnienia, że każdy Mruk i Mruczka bezwzględnie przestrzega swojej konstytucji, ponieważ rozumie, że to prawo zostało zapisane dla ich dobra. Nawet nie przewidziano kar za złamanie prawa, gdyż  po pierwsze, niewiele osób to czyni, a po drugie, Mrukowie to, jak już wspomniano, spokojny, niemal pacyfistyczny lud i wychodzą z założenia, że jeśli ktoś łamie prawo, to wystarczy po prostu zresocjalizować go/ją przez pokazywanie odpowiednich wzorów zachowań.

Wielu Mruków i Mruczek boryka się ze problemami zdrowotnymi swoich dzieci. Przed kilku laty Podstawowy Organ Statystyczny wydał raport pokazujący zatrważające statystyki: coraz więcej dzieci uśmiecha się bez powodu. Rodzice od dawna widzieli ten problem, ale nie wiedzieli, że problem sięgnął takich rozmiarów. Po ogłoszeniu raportu Minister Zdrowia oficjalnie ogłosił wybuch epidemii dysfunkcji społecznych dzieci. Zauważono bowiem, że dzieci w przedszkolach zarażają się od siebie tendencjami do bezpodstawnego uśmiechania się. Na uniwersytecie w stolicy utworzono szybko Zakład Poprawnego Rozwoju Dzieci w Instytucie Psychologii. Utworzono specjalne programy edukacyjne, w których nauczyciel miał skłonić dziecko do refleksyjnego postrzegania swojego zachowania. Gdy nauczyciel widział rysujący się uśmiech na twarzy dziecka, pytał rzeczowo: "Czemu jesteś taki radosny?" albo "Jakie masz powody, żeby się uśmiechać". Pedagodzy podkreślali, że większość dzieci nie będzie potrafiła odpowiedzieć i z czasem uznają bezsensowność swojego zachowania.

Pedagodzy również zwracali kluczową rolę rodziców w programie. To nie szkoła ma wychowywać dzieci, lecz dom. Zalecono więc, by pokazywać pozytywne wzorce nieuśmiechania się bądź uśmiechania się w sytuacjach uzasadnionych: do szefa bądź wpływowych sąsiadów. Ponadto starano się unikać słów: proszę, dziękuję przepraszam, jako że badania wykazały nieuzasadniony wzrost zażyłości nawet między nieznajomymi (!) wskutek używania tych słów. Wkrótce Instytut Języka Mrukowskiego wycofał te słowa ze słowników.



Po kilku latach w końcu odnotowano spadek liczby uśmiechów wśród dzieci w skali rocznej. Kryzys został zażegnany, a Ministra Zdrowia  wybrano znów na następną kadencją. Mrukowie mogli sobie już spokojnie żyć.

Gdy jednak jeszcze zdarzy się, że Mruczka idąca z dzieckiem mija Mruczkę bądź Mruka uśmiechających się do ptaków, drzew, siebie bądź - o zgrozo! - dziecka, rzuca pełne złości i pogardy spojrzenie (chcąc oczywiście pokazać pozytywne wzorce) i odciąga szybko swojego podopiecznego w obawie, że malec się zarazi. Ciągle więc Mrukowie żyją w niepewności ponownego wybuchu epidemii, a co za tym idzie - zatracenia swojej niepowtarzalnej kultury. Póki co jednak starają się żyć normalnie: nie uśmiechać się i po prostu żyć.






*Mrukowie mają bardzo praktyczne podejście do życia. Wychodzą z prostego założenia, że nie ma co mnożyć bytów i rozdrabniać się, tylko skupić się na najważniejszym, dlatego konstytucja zawiera tylko jeden zapis.

wtorek, 7 czerwca 2016

czwartek, 2 czerwca 2016

Mleko od krowy

Dziś kupiłam mleko od krowy
Prosto (!) of krowy
W niewymiarowej 1,5-litrowej butelce po wodzie mineralnej
Mleko o dziwnie naturalnym zapachu i lekko żółtym kolorze.
Mleko nieobjęte dwunastoma tysiącami* regulacji unijnych
Nieugotowane w specjalnych maszynach

Boję się, że mój nabytek może się zepsuć.

Albo obudzi się w nocy i w swoim obrzydliwie naturalnie mlecznym usposobieniu
zje mnie.


*12 653