sobota, 13 lutego 2016

Najlepszy szofer

Każdy, kto kiedyś miał lub ma chorobę lokomocyjną usłyszał kiedyś słowa: "Zrób prawko - za kierownicą jest ok"

A ja będę się upierać, że to wcale nie chodzi o miejsce mojego siedzenia w aucie, ale o milion innych czynników, a przede wszystkim - o szofera.

Jak wybieram się w podróż, sprawdzam trasę. Jeśli widzę kręte i wyboiste drogi, na pewno wolę się pojechać pociągiem. Właściwie samochodem lubię tylko na trasie A4: jest prosto, gładko.. mogę nawet czasem coś poczytać!

A kierowca? Nie lubię tych nieodpowiedzialnych, pędzących tylko po to, by się popisać. Nie lubię też tych, którzy nie wierzą w moją chorobę lokomocyjną. Kiedyś jechałam ze świetnym kierowcą. Niestety, droga była tak pokręcona, że mimo ostrożnej, spokojnej jazdy nie dawałam rady. Starałam się jednak tego nie okazać. Przypieczętowaniem geniuszu kierowcy (w mojej ocenie) był moment, kiedy 15 km przed celem nie wytrzymałam i wycedziłam: "Muszę wysiąść", a on natychmiast zatrzymał samochód i powiedział, żebym dała sobie tyle czasu, ile potrzebuję. Wow! Większość powiedziałaby: No co ty.. to już niedaleko, przecież chyba wytrzymasz.


źródło:http://amorefieldlife.com/2012/06/30/the-day-my-son-was-braver-than-me/

Życie. 
Przez życie nie da się przejść bez choroby lokomocyjnej. Jest często zbyt pogmatwane, dziwaczne. Drogi wydają się wyboiste i jakieś takie pokręcone. Większość osób leczy tę chorobę lokomocyjną, siadając za kierownicą. Myślą, że ta pozorna kontrola nad życiem sprawi, że choroba odejdzie. Eee? Kontrola okazuje się jedynie znieczuleniem, a drogi nie przestają być pokręcone. Wymagają większej koncentracji, częstego i gwałtownego hamowania; wywołują stres... I okazuje się, że my, chorzy lokomocyjnie ludzie, wcale nie jesteśmy dobrymi kierowcami.

A może warto zostać na miejscu pasażera? I znaleźć, tak po prostu, najlepszego kierowcę...?

Bóg gładko prowadzi samochód. Przyspiesza kiedy trzeba, zwalnia, czasem gwałtownie zahamuje, ale nieustannie z troską w lusterku zerka na pasażera. Niekiedy zaproponuje przerwę, każe wysiąść, odetchnąć świeżym powietrzem. Bóg nie jest milczącym szoferem. Zagaduje, pyta, opowiada, żartuje, pokazuje przesuwający się za oknem krajobraz i zwraca naszą uwagę na klucze gęsi na niebie.

"Drogi Pana są proste: kroczą nimi sprawiedliwi, lecz potykają się na nich grzesznicy" (Oz 14,9)



To wspaniała rzecz, kiedy potrafimy po prostu usiąść na tylnym siedzeniu i pozwolić Bogu kierować samochodem.





2 komentarze:

  1. Geniuszu! Jaki mądry wpis! Trafia do mnie tym bardziej, że obecnie borykam się z nieustannymi mdłościami ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Haha! :) Geniuszu, trzymaj się dzielnie :D

    OdpowiedzUsuń