niedziela, 21 sierpnia 2016

Spectre

Powroty nie należą do najłatwiejszych i najprzyjemniejszych wydarzeń.
A przynajmniej nie zawsze.
To jest mechanizm, który działa na tej samej zasadzie, co spotkanie z dzieckiem po dwóch latach. Dynamizm zmiany dziecka, gdy jest małe, czasami okazuje się niezwykle trudny do przyjęcia. Stąd każdy z nas pamięta słowa cioć i wujków z dzieciństwa:
"Ale urosłeś!", "Ach! Zmieniłaś się nie do poznania" "Już niedługo przerośniesz mamę"
Dziecko najczęściej wtedy marszczy brwi myśli sobie: "Pierwszy raz tę ciotkę na oczy widzę", ale w subtelności swojej powstrzymuje się od komentarzy. 
Prawda jest taka, że ciotka i wujek też się zmienili w ciągu tych dwóch lat, natomiast łatwiej dostrzec wyraźne zmiany u innych niż swoją własną ewolucję. To oczywiste i całkiem naturalne.

Powrót w miejsce, które coś dla nas znaczy, spotkania z ludźmi, których kiedyś się znało i niejedno przeżyło, wywołuje podobne zdumienie. Im lepsze wspomnienia związane z danym miejscem, tym trudniej się przyjmuje zmiany. Ma się silne pragnienie, żeby wszystko zostało niewzruszone, idylliczne. Jednocześnie im bardziej miejsce pozostaje odległe (czasowo i przestrzennie), tym większa jego idealizacja. Oczywiście "miejsce" rozumiem tu znacznie szerzej; chodzi bowiem o różnego rodzaju relacje, spotkania, wydarzenia...
Tymczasem, wracając do tego miejsca, nierzadko natrafiamy na zgliszcza i spaloną ziemię.

W filmie "Duża ryba" Tima Burtona główny bohater młody Edward Bloom wyrusza ze swojego rodzinnego ciasnego miasteczka z zuchwałym i jednocześnie słusznym przeświadczeniem, że jest stworzony do większych rzeczy. W drodze zbacza z głównej drogi, by wejść w las. Przedzierając się przez gąszcz, dociera nagle do schludnego miasteczka-widma, Spectre. 


Mieszkańcy wychodzą, by przywitać gościa. Burmistrz wyciąga listę, na której widnieje nazwisko Edwarda i ze zdziwieniem stwierdza, że ten przybył za wcześnie. Bloom nie pojmuje, jakim cudem go oczekiwano ani tym bardziej dlaczego uważają, że miał przyjść później. Szybko jednak zostaje ugoszczony w miasteczku, gdzie wszyscy są radośni, szczęśliwi, a trawa zadbana, świeża i zielona. Buty mieszkańców są zawieszone przed wejściem do miasteczka, bo kto by chciał się wybierać gdziekolwiek? Nie potrzebują butów, żyją w Arkadii. Co więcej, Bloom świetnie się z wszystkimi dogaduje. Jednak szybko orientuje się, że to wygodne, sielskie życie nie dla niego, że szuka czegoś więcej, ucieka więc ze Spectre.


Po dwudziestu latach Edward, który już niejedno przeżył, wraca i zastaje zupełnie inne miasteczko: zniszczone, opustoszałe, upadające. Bloom, który ledwo rozpoznaje idealizowane przez całe życie miasteczko, postanawia odbudować Spectre i przywrócić mu dawną świetność.



Spectre jest niezwykłym archetypem. 

Zawsze jest pokusa, żeby przywrócić dawny stan. Odbudować relacje, przywrócić dawną harmonią. Bloomowi to się udaje, z wyjątkiem jednego domu w mieście: domu Jenny. Mimo wszelkich starań, poświęcenia czasu, siły i energii, żeby odbudować drewnianą chatę, po odejściu Edwarda, dom znów popada w ruinę. Spectre, a przynajmniej ten jeden dom, na nowo staje się widmem. 

***

Życie ma to do siebie, że się toczy.







czwartek, 18 sierpnia 2016

wtorek, 16 sierpnia 2016

wspomnienie Pana Boga

stojąc na rozdrożu,
w potrzasku,
tracąc nadzieję,
kontrolę
nad życiem
nad wszystkim
przypomnij sobie
że dla Boga przyszłość jest już wspomnieniem jednej z Jego akcji ratunkowych

***

A On stoi po drugiej stronie brzegu
z tobą
oblewa jodyną twoją ranę
i czułością zakłada opatrunek


poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Świętość


"Jak jesteście od początku do końca przewidywalni, to zróbcie coś ze sobą, bo to nie rokuje dobrze" Bp Ryś